Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

22 marca, 2026

Bajka modraszki Aszki (Wiosenne bajki 7.)





W modraszkowym klanie wrzało jak w ulu. Wiosna właśnie przybyła z całym swoim orszakiem, więc oczywiste się stało, że lada dzień odbędzie się pierwszy w tym roku - najsłynniejszy Kwiatowy Bal. Wszystkie sikorki latały jak szalone, kąpały się w kałużach albo w piasku, stroszyły piórka, szukały modnych dodatków i przygotowywały niespodzianki dla Pani Wiosny.

Tylko Aszka była zmartwiona. Tyle się nasłuchała zimą o cudach Wiosny i o tym, jak wspaniale jest znaleźć się w jej orszaku, że nie mogła o niczym innym myśleć. Przeszukała całą ruchomą bibliotekę u Pani Sowy, żeby wpaść na jakiś pomysł. Gdy już traciła nadzieję, zobaczyła znienacka portret ciotki Anisty z fiołkowym kwiatem.

- Ach, to jest to! - pomyślała. I pobiegła do malarki Alis.

Tłumaczyła długo i zawile, ale Alis znała ten obraz, więc obiecała pomóc. A że jest słowną artystką, po tygodniu pozowania Aszka miała swój portret w pięknych miętowych ramach. Z tyłu dzieła napisała skromną dedykację z dopiskiem: „Najbardziej na świecie pragnę dołączyć do orszaku Pani Wiosny. I chcę, by na świecie zapanował pokój!”

Wszystkie modraszki skrytykowały Aszkę. Nie spodobało im się bardzo, że tak się chwali sobą i szykuje w darze dla Pani Wiosny swój własny portret!

- No jakby to był portret Wiosny, to ja rozumiem, ale swój?! – oburzał się dziadek Bluś.

Aszka nie dała się jednak zbić z tropu i jak postanowiła, tak zrobiła. W dniu Wiosennego Balu wszystkie ptaki czekały z zapartym tchem na finał tej historii.

Pani Wiosna rozpoczęła pląsy i cieszyła się każdą rozmową, z każdym zamieniła chociaż słówko, aż wreszcie zatrzymała się, bo stanęła przed nią mała modraszka taszcząca pod pachą wielkie coś!

- To dla Ciebie Pani Wiosno, żebyś zawsze pamiętała o modraszkowym klanie, wyszeptała oszołomiona ptaszka, a wszystko wokół zamarło.

- O! Ooooo! – zdumiała się Pani Wiosna! – Portret sikorki! Piękny!  Jak masz na imię modraszko?

- Jestem Aszka…

- Wiesz, moja droga, mam już tysiące własnych portretów, dla których musieliśmy stworzyć osobną salę wystawową, ale to mój pierwszy portret modraszki! Dziękuję! Jesteś bardzo pomysłowa i odważna! Z radością przyjmę Cię do swojego orszaku. Wróżki wszystko Ci wyjaśnią.

Znów zapadła cisza… Ptaki były zdumione… Zwierzęta też, a wróżki - tańczyły z radości:)

I tak, mała modraszka Aszka opuściła klan sikorek, aby spełnić swoje wielkie marzenie.

13 lutego, 2026

Bajka na modnych skrzydłach (Zimowe bajki 11.)



 Było tak mroźno, że ptaki stały się niewidzialne. Można było gapić się przez okno z pół dnia, a i tak nie zobaczyło się żadnego.

- Może to jakieś czary? – zastanawiały się dzieci. czyżby któraś wróżka zabrała je wszystkie ze sobą na zaczarowaną wyspę?

Ależ skąd? To ani czary, ani wróżki! Ptaki siedziały sobie cichutko na dachu remizy strażackiej. Miny miały nietęgie. Otuliły się własnymi skrzydłami i ani w głowie im były radosne świergoty i wesołe fruwanki.

Pewnego dnia, gdy drzemały smętnie, niespodziewanie dla wszystkich na sam środek kryjówki wyfrunęła sikorka Lola i zawołała:

- Mam pomysł! Lećmy do lasku, do Pani Sowy i poprośmy ją o kostiumy z naszego letniego przedstawienia. Są kolorowe i piękne! A do tego cieplutkie! Gdy Pani Zima nas w nich zobaczy, pomyśli, że już zbliża się orszak Wiosny i pora się zbierać do powrotu na Zimową Wyspę!

- Ktoś ma inny pomysł? - zapytał dziadzio Ludwik. A gdy odpowiedziała mu cisza, zakrzyknął: - W drogę! I cała hałastra sikorek wystrzeliła jak z procy, obierając kurs na pobliski lasek.

Następnego dnia w miasteczku zrobiło się kolorowo, jakby zakwitły wiosenne kwiaty.

- A co to za Ptaki Dziwaki tu latają? – wołały dzieci!

- Patrzcie, patrzcie, mają ubranka i krawaciki!

- Ooooo, jakie to słodkie!

- Mamo, mamo, uszyjmy im butki! Będzie im jeszcze cieplej!

Te entuzjastyczne hałasy obudziły drzemiącą po obiedzie Panią Zimę.

- A niech to! Przespałam tyle czasu? Ludzie hałasują, ptaki wystrojone w nowe piórka... Cieszą się tak tylko wtedy, gdy zbliża się orszak Wiosny...

Niewiele myśląc, Zima wydała kilka poleceń, spakowała podróżny kufer i wezwała zaprzęg z Wiatrowej Wyspy. Następnego ranka już jej nie było. Wprawdzie Śnieżynki pakowały jeszcze swoje suknie, a Mróz układał na saniach szklane tafle lodu i zwijał rolety mroźnych obrazów, ale chłód odpłynął wraz z ich Królową.

Ptaki urządziły wielki pokaz mody, na który zlecieli się ich krewni i przyjaciele ze wszystkich stron. Zaczęły się wesołe ćwierkania, świergoty i słodkie trele. Zwabiona tymi odgłosami Wiosna postanowiła naprawdę wyruszyć w drogę, tym bardziej, że Zima popędzała ją zmartwiona, że nikt nie opiekuje się światem.

I tak modne Ptaki Dziwaki zmieniły porę roku:) Ludzie opowiadają o tym bajki, a pewna artystka namalowała nawet piękny ptasi portret. Jeśli chcecie go zobaczyć, musicie się wybrać do Leśnej Galerii Pani Sowy:)


20 listopada, 2025

Bajka jesiennych drzew (Jesienne bajki 13.)


Od rana panowało zamieszanie. Wraz z jesiennym wichrem przyleciały na Wzgórze Dwóch Dębów liście wprost z miejskiego parku. Natychmiast otoczyła je chmara ptaków, miejscowych liści i bladych przebłysków słońca.

- No co tam, panowie? – zapytał grzecznie Dąb Kwerk.

- Armagedon po prostu, panie Kwerku. Armagedon. Uciekamy, gdzie możemy. Kto nie zdąży odlecieć, obowiązkowo wyjeżdża na Jesienną Wyspę. Niby bilety darmowe, luksusy, ale każdy z nas by chciał zobaczyć zimę w domu. No nie?

- Ma się rozumieć, że tak. Moje liście na zimę łączą się w cieplutką puszystą kołderkę i śpią spokojnie pod moją opieką aż do wiosny. A z nimi jeże, owady, a czasem to i wróżki:) - i Kewrk roześmiał się serdecznie.

- A czy my możemy dołączyć?

- Prosimy…

- Ależ oczywiście, wtrącił się Dąb Fagacek, zapraszamy!

Na te słowa liście zawirowały i łagodnie wylądowały wśród krewnych u stóp gościnnych dębów. W tej samej chwili szum wiatru wzmógł się nieco i na wzgórzu pojawiła się wróżka Niu…

- Ach, widzę, że jestem w samą porę! Mam mnóstwo nowych bajek to opowiedzenia i przysmaki od Kolorowej Królowej. A… no i gości przyprowadziłam:) – uśmiechnęła się cieplutko i postawiła na ziemi wiklinowy kosz z rodzinką Jeży. Maluchy od razu pobiegły szukać najlepszych miejscówek w nowym liściowym domu.

Zanim zapadła noc, wszyscy byli rozlokowani. Wiatr odleciał. Ptaki posnęły w gałęziach drzew, a Wielka Księga Bajek niecierpliwie przewracała strony, bo była bardzo ciekawa, która opowieść najbardziej się spodoba w tym roku.

06 października, 2025

Bajka na łączce (Pieskowe bajki 2.)


Widział ktoś podobne rzeczy? To okropne! Kociaste po prostu! Żebym nie mógł z moją dziewczynką poszaleć na placu zabaw? Czemuż to? Pies w torbie na ławce! Koniec świata! Tkwię w tej torbie jak jakiś pluszak i patrzę, a moja Nati biega, huśta się, buduje z piasku zamek! A ja co? Przecież to ja umiem wykopywać najlepszy piasek na zamki! No i te ptaszydła! Siedzą na płocie, na gałęziach drzew i śmieją się w głos! 
- Patrzcie! Q siedzi w torbie! Jak kalafior jakiś! Ach, jak ja ich nie cierpię!  
Sytuację ratuje łączka. Tam możemy biegać razem. Ja i Nati! Szkoda, że moja ludźka z nami nie biega... Chyba lubi tylko spacerować. Rzucać piłkę... No i kilka innych fajnych rzeczy by się znalazło, ale to jednak nie to, co bieganie!

Kiedy wracamy do domu, jestem wykończony! Padam gdzie się da. Czasem nawet nie bardzo chcę pozwolić na umycie łap, bo to bardzo męczące i jakby strata czasu... Absolutnie! No a ja muszę bez przerwy wszystkiego pilnować. Zajmuję takie miejsce, z którego wszystko widzę i w razie czego, mogę ruszyć na ratunek komu trzeba. Jestem przecież Q - Wszechmocny Pies do Zadań Specjalnych!

04 września, 2025

Bajka brzoskwiniowych orzeszków (Ciasteczkowe bajki 14.)


Tego po prostu nie da się opisać. Już dawno nie było takiego zamieszania na Archipelagu Szafirowego Jeziora. Poszło o CIASTECZKA. Tak! Ciasteczka. A wszystko przez E-Wróżkę, która odwiedziła Kwiecistą Wyspę i przywiozła w prezencie pudełko wypełnione po brzegi pachnącymi, smakowitymi ciasteczkami.

-Cóż to? Zapytał zaciekawiony Malachitowy Król i już stał z talerzykiem obok E-Wróżki. Właśnie wchodził Kuchmistrz Milander Śmietanko, żeby pięknie podać sprezentowane łakocie, gdy padły słowa E:

- Takich Brzoskwiniowych Orzeszków nikt na świecie nie jest w stanie zrobić, te wygrały Światowy Konkurs Owocowych Wypieków! Na pewno uznacie je za godne królewskiego podniebienia!

Milander zbladł. Zastygł bez ruchu, a gdy owiał go słodki zapach smakołyków, do oczu napłynęły mu łzy. Kuchcik Miniuś natychmiast podsunął szefowi fotel w kwiatki, a sama Królowa podała mu szklankę wody.

- Co się stało Milandrze?

- Ach, to ten brzoskwiniowy zapach tak mi zakręcił w głowie… Dziewczyno, zatrudniam Cię w mojej kuchni! Natychmiast! Wiem, jesteś Wróżką, ale to tylko nam pomoże…

E- Wróżka grzecznie odmówiła i wtedy w pudle z ciasteczkami zawrzało!

- My chcemy do królewskiej kuchni! Tam jest nasze miejsce! Musisz tu z nami zostać! Każdego dnia będziemy się piec na nowo w królewskim piekarniku, a Ty zrobisz nam cudowne słodkie sukienki!  

- Ależ, drogie Orzeszki, ja nie mogę, mam swoje obowiązki, zajmuję się przecież pogodą!

- No tak, pogodą… - powtórzył Milander. – Wiem, zorganizujmy chociaż Ciasteczkowe Środy ! Będziesz nas odwiedzać raz w tygodniu i wypiekać orzeszki, kasztanki, chmurki, tęcze, gwiazdki śnieżne …

- Hola, hola panie Kuchmistrzu! – zawołała ubawiona Kolorowa Królowa. Orzeszki łypnęły na nią każdym okiem i zaczęły się przeciskać na sam wierzch, żeby, oczywiście, wiedzieć co i jak. – Chyba przejąłeś rządy na naszej wyspie! Ale spokojnie! Masz rację, raz w tygodniu, E-Wróżka może pokropić deszczem, powiać wietrzykiem i spędzić z nami słodki wieczór.

- No mega! – Ekstra! - Wypas! - wołały Orzeszki z entuzjazmem, a cały magiczny świat, który nadstawiał ucha, wiwatował w najlepsze. Smoki od razu przysłały listonosza - Smoka Paczusia z depeszą, że bardzo chętnie włączą się w Smoczą Ciasteczkową Środę. Po chwili cały pokój pocztowy wypełnił się depeszami z całego Archipelagu. Wszyscy chcieli mieć swoją Ciasteczkową Środę.

Tylko Miniuś przysiadł przy drzwiach i rozmyślał: - No czemu środa? A nie piątek lub sobota? Ale nikt inny nie miał z tym problemu. E-Wróżka rozsyłała magicznym zaklęciem wciąż nowe pudła ciasteczek nawet w najdalsze zakątki Archipelagu. O tego dnia stała się też dla wszystkich Bajkan Ciasteczkową Wróżką.

Sprawdźcie, czy w Waszym pokoju nie pojawiła się jakaś słodka przesyłka:)

22 maja, 2025

Bajka sukienek lekkich jak puch (Wiosenne bajki 6.)


Pani Wiosna rozgościła się na dobre. Cały świat pachniał i szumiał. Ptaki dawały niekończące się koncerty. Wszystko było zaplanowane i ustalone, o każdej godzinie dyżurował inny śpiewak. Czasem słychać było solo Szpaka, czasem jego duet z panią Wilgą, a zdarzało się, że cały ptasi chór świergotał w najlepsze.  Te cudowne trele ustawały nieco, gdy przylatywali goście z Wiatrowej Wyspy i zapowiadali zbliżający się deszcz. Ludzie wyciągali wtedy kolorowe parasole, dzieci wkładały kalosze i czekały na kałuże, do których można by było wskoczyć. Ale dało się też słyszeć narzekania nadąsanych kwitnących drzew.

- Jak to? Znowu będzie padać? A moja suknia jest teraz właśnie najpiękniejsza! Bladoróżowa! Jak puch po prostu! I ma się zmarnować? – prawie płakała Panna Wisienka.

- Ja protestuję! Ja się tak nie bawię! – wykrzykiwała Pani Jabłoń i machała najmłodszymi gałązkami jak szalona.

- Spokojnie dziewczyny. – wtrącił się Pan Kasztanowiec. – Z tych nerwów same sobie te piękne suknie poniszczycie!

- A Pan się nie martwi, Panie Kasztanowcu? – zdziwiła się Panna Wisienka. – Przecież Pan też ma piękny kwiatowy garnitur.

- Nie, nie martwię się. Ja nawet czekam na ten deszcz i wiatr. Już się nie mogę doczekać, kiedy kwiaty opadną i pojawią się moje piękne, kolczaste skarby. A wy nie czekacie na dorodne wisienki i jabłuszka.

- Czekamy, czekamy, ale sukni szkoda! – wymamrotała Pani Jabłoń.

- Mam pomysł! – zawołał Szpak Pituś, który mieszkał w domku u Pana Kasztanowca. – Zaprośmy wróżkę Niu, zrobi wam magiczną sesję zdjęciową i do następnej zimy będziecie mogły oglądać swoje kwiatowe suknie do woli.

- Mówisz i masz! – rozległ się niespodziewanie nie wiadomo skąd radosny głos wróżki.

- Ooooo! – zakrzyknęły panie. – A niech mnie! – dołączył Pan Kasztanowiec. Toż to wróżka Niu! Skąd wiedziałaś, że cię potrzebujemy! – zapytał zdumiony Pituś.

- Cóż to za pytanie! Jestem wróżką! Wiem wszystko! Zakrzyknęła wesoło Niu i unosząc się w powietrzu, zaczęła fotografować falujące lekko jak puch, cudowne wprost suknie Wisienki i Jabłoni. Nie zapomniała też o Kasztanowcu.

- A teraz lekko kołyszemy gałązkami! Huri - lekki powiew prosimy! - pokrzykiwała Niu. Mały wiaterek okrążał więc drzewa i sprawiał, że kwiatowe suknie falowały cudownie, błyszczały i lśniły w słońcu nieziemsko. Pan Kasztanowiec prostował się, prezentował butonierkę z kiściami stożkowatych kwiatów, a nawet zawadiacko zarzucił jedną gałąź na czoło i wydał się wszystkim tak przystojny, jak jakiś muszkieter w kapeluszu z piórami!

Ach, co to była za sesja! Wszystkie okoliczne drzewa też chciały takich zdjęć, więc wróżka miała pełne ręce roboty. Zakończyła pracę, gdy pierwsze krople deszczu spadły na obiektyw. Wokół pociemniało, pomiędzy gałęzie drzew wpadły młode wicherki i zanim ulewa rozciągnęła srebrzyste pasma swoich warkoczy nad ogrodem, delikatne kwiaty spłynęły jak płatki śniegu na trawę.

- A niech to! Patrzcie dziewczyny! – zawołał pan Kasztanowiec. Mamy pod nogami puszysty dywan kwiatów! Jakie to piękne!   

- Nie da się ukryć, szepnęła zachwycona Wisienka!

- Uwielbiam to! – zawołała Niu i delikatnie przebiegła na paluszkach po puszystym dywanie kwiatów. - Urządzę wam wystawę! Przygotujcie się na rozdawanie autografów, moje kochane drzewa! – zawołała radośnie i tyle ją widzieli.

Ty też możesz jak wróżka Niu zrobić sesję zdjęciową jakimś pięknym kwitnącym drzewom. Będą zachwycone!

17 marca, 2025

Bajka wiosennych kolorów (Wiosenne bajki 5.)



- To wszystko przez Różowego! – krzyknęła Zielona i rozpłakała się żałośnie w głos. Natychmiast do chórku dołączyły pozostałe kolory! Cała tęcza po prosu, więc Pani Wiosna, widząc, że zaraz wszystkie spłyną falą zmieszanego szaro-brązowego potoku, zawołała głosem słodkim jak dźwięk polnych, szafirowych dzwonków:

- Ależ moje drogie, nic się nie stało! Szybciutko wskakujcie na chmurkę! Nikt na pewno nie zauważył, że w połowie marca łąki, pola i parki rozkwitły tysiącami barw! Wszystko, dobrze, moje kochane! Nic się nie stało! Wracamy na Wiosenną Wyspę!

– Ufff… pomyślała Wiosna… Słabo mi idzie w pocieszanki…

- Chyba się na nas jednak gniewasz… - pisnął Liliowy, jakby słyszał myśli Wiosny.

- Bo my… bo słonko tak grzało… i te ptaki… - jąkała się Lazurowa.

- Bo darły się jak w maju! Albo nawet w lipcu! – dodał Pomarańczowy.

- No i my już tak bardzo chciałyśmy wyruszyć na Ziemię, że gdy Turkusowy krzyknął: - Do dzieła dzielne Kolory! – to my wszystkie - na chmurki - i w świat!

- To nie ja, a właściwie nie tylko ja… - jąkał się Turkusowy – Złocisty też wołał: - Nadchodzimy! Patrzcie! Wasze kochane kolory powracają! – więc ja też… też chciałem…

- No już dobrze, najważniejsze, że ludzie nie zdążyli niczego zauważyć! No i niedługo rzeczywiście wyruszymy w podróż na Ziemię! Wiem, jak bardzo na to czekacie i cieszę się, że lubicie swoje zajęcia. – zakończyła sprawę Pani Wiosna.

I pewnie wszystko byłoby tak, jak powiedziała, gdyby nie pewna mała i urocza Ziemianka – Natalia… Otóż, kiedy spacerowała z rodzicami po parku, nagle spojrzała na lśniący staw i krzyknęła:

- Patrzcie! Patrzcie, szybko! O tam! Ale cudownie, to na pewno Rożce wyczarowały! Tak, na pewno!

Rodzice spojrzeli na stawik i zdumienie odebrało im mowę. Na jedną chwilę wszystko rozkwitło i zaszumiało głaskane ciepłym wiaterkiem. Pachniały bzy, kołysały się tulipany w stu barwach, a wokół uwijały się motyle… albo wróżki? Któż to wie! Mama nawet chwyciła telefon i zrobiła zdjęcie, ale zapisała się tylko tęczowa smuga, jakby ktoś zgarnął nagle wszystkie barwy i utkał z nich puszystą chmurkę:)

- Nastusia westchnęła: - Tam na pewno były Rożce! Na pewno!

15 stycznia, 2025

Bajka z sekretem (Zimowe bajki 10.)

Ta zima okazała się zupełnie inna od poprzednich. Pan Jeżyk nie wrócił niestety z wojaży. Zaproszony przez Kolorową Królową udał się na Kwiatową Wyspę, żeby przedstawić wszystkie Bajki na królewskim dworze. Wielka Księga Bajek rozlokowała się w cudownym skrzydle królewskiej siedziby, które pojawiło się nie wiedzieć skąd i zupełnie nagle. To jakieś czary! Na pewno!

Bajkom było jednak smutno, bo lubiły zabawy z dziećmi i wieczorne loty do pokojów dzieci na opowiadanie swoich przygód. Często pochlipywały gdzieś w kątkach, co w końcu nie uszło uwadze Królowej i wróżek. Szczególnie zmartwiona była wróżka Niu, bo znała pewien sekret… Otóż, gdy bajki płaczą, topnieją po prostu, rozpływają się we łzach i w końcu zupełnie znikają z kart Wielkiej Księgi. Natychmiast trzeba było zaradzić temu nieszczęściu.

Królowa zwołała naradę wróżek i magów. Zarządziła burzę mózgów, więc pomysł wystrzelił jak z procy już po chwili. El-Mag przypomniał, że Ziemianie urządzają stałe wycieczki na Smoczą Wyspę. Można by namówić smoki, żeby rozszerzyły swoja ofertę, wydłużyły kurs wycieczek tak, by mali Ziemianie po spektaklu smoczego tańca, lądowali także na Kwiatowej Wyspie i słuchali bajek.

Ponieważ pomysł wszystkim się bardzo spodobał, zaproszono smoki na negocjacje. Po południu w Turkusowej Sali zjawiła się oficjalna smocza delegacja z Bibliotecznym na czele. W zasadzie nie trzeba było długo debatować. Wszyscy chcieli ratować bajki. Ustalono więc, że każdego dnia, w okolicach popołudniowej herbatki, wycieczki będą przybywać na spotkanie z Bajkami. Natychmiast zamek powiększył się o wspaniałą salę czytelniczą pełną hamaków, miękkich puf, wygodnych siedzisk, uroczych huśtawek i koszy z owocami, które zjawiały się, gdy tylko ktoś o nich pomyślał, owsianych ciasteczek i lizaków z fantastycznym brimuśnym sokiem. W centralnym punkcie sali pojawiły się fotele dla występujących Bajek. Wszystko było gotowe.

Bajki były tak podekscytowane, że głosiki im drżały, a ręce nie przestawały się pocić. Wszystko to jednak ustąpiło natychmiast, gdy do pałacu przybyły dzieci. Pierwsza wizyta okazała się strzałem w dziesiątkę! Bajki były szczęśliwe, bo dzieci nie chciały wracać na Ziemię, pragnęły wciąż nowych opowieści. Uszczęśliwione opowiadały więc, uśmiechały się i po prostu piękniały w oczach.

Pod koniec tygodnia okazało się, że trzeba stworzyć nowe sale czytelnicze, bo ilość wycieczek rośnie lawinowo. Malachitowy Król natychmiast naradził się po cichutku z Królową i uroczyście oznajmili, że Archipelag Szafirowego Jeziora powiększy się o Wyspę Wielkiej Księgi Bajek, ale to już całkiem inna opowieść:)


11 grudnia, 2024

Bajka z syropem (Misiowe bajki 9.)



Nastusia się przeziębiła. Miała kaszel, katar, a w nocy nawet gorączkę. Pan doktor zapisał magiczne mikstury, więc trzeba było zostać w domu. Pannie – Dziewczynce wcale się to nie podobało… Ale zabawkom - wprost przeciwnie!

Misio natychmiast ubrał biały fartuch, pajacyk Senek przyniósł pokaźny zestaw lekarski ze słuchawkami i strzykawką… - na widok której lalki szybciutko ukryły się w swoim domku i obserwowały wszystko zza firanki. Gąsienica Kari perfekcyjnie wytyczyła trasę kolejki i wszyscy mieszkańcy Natusiowego pokoiku ustawili się do badania.  Czerwona ciężarówka zatrąbiła żałośnie, bo też chciała syropku i nawet krztusiła się, ale wszystko na nic.  Zabawki orzekły, że samochody nie chorują. Gdyby nie wróżka Niu, mogłoby dojść do kołoczynów! Nie doszło na szczęście, bo Niu miała cudowną miksturę dla każdego - syrop z szafirowych płatków kwiatów, rosnących w ogrodach Kolorowej Królowej na Kwiatowej Wyspie.

Wróżka zawirowała, potrzasnęła swoimi bransoletami, potem wesoło zaśpiewała znany wszystkim kawałek „Chcę się bawić, tupać chcę” i nie wiadomo jakim cudem, każda zabawka miała już w kieszonce własny flakonik magicznego syropu. Wróżka wyrapowała jeszcze sposób użycia:

Bierz go rano, bierz wieczorem,

Nie pożegnasz się z humorem!

Kaszel, chrypka, humor zły,

Natychmiast schowają kły!

Po chwili cały pokoik wyśpiewywał w najlepsze tę magiczną rymowankę. Nawet lalki wyszły na swój taras i zademonstrowały leczniczy układ taneczny.  Cały pokoik wypełniła radość. Zabawki tańczyły synchronicznie, wróżka unosiła się na swoich cudownych skrzydłach, a wszystko otulał bajkowy zapach szafirowej mikstury.

Ach! To było cudowne! Szczególnie że Nastusia po swoich niezawodnych lekach poczuła się lepiej i tak zatańczyła ze swoimi zabawkami, że wszyscy bili brawo i nie było widać końca tej zabawy.

Śmiech i taniec to też dobre lekarstwo, dla wszystkich!  Zawsze! Koniecznie wypróbuj!

12 listopada, 2024

Bajka w rękawiczkach (Misiowe bajki 8.)

W pokoju było cichutko. Zabawki spały. odpoczywały po wieczornej zabawie. Tylko baletnica kręciła piruety do słodkich dźwięków pozytywki. Gdy Chrapusiowi w końcu przyśnił się wielki słój miodku, wybuchła jakaś kłótnia i miodek wyparował. Coś okropnego! Zabawki wpadły w popłoch. Przecież trzeba być miłym! Tu nikt się nie kłóci! 

A jednak... Głosy dobiegały z szafy na ubrania.

- Serio? Wy? Wy pójdziecie jutro z Natusią do przedszkola? Nigdy!

- To oczywiste, że MY pójdziemy! Przecież Nati lubi różowy!

- Wcale nie, bo MY!

- Akurat! Nie macie szans!

I tak dalej… Pajacyk Senek uchylił białe drzwi szafy i wszyscy ujrzeli dwie pary skłóconych rękawiczek. Różowe i Morelowe walczyły, o zgrozo, nie tylko na słowa. Tarmosiły się, próbowały się wyrzucić wzajemnie z szuflady i szarpały aplikacje rywalek. Zabawki zaniemówiły.  Po dłuższej chwili rozległ się tubalny głos Domku dla Lalek:

- Kłótnia nie ma sensu. Właśnie sprawdziłem prognozę pogody. Jutro będzie +13, więc żadna z par nie wsunie się na śliczne rączki Natusi. Zostaniecie w domu!

- Akurat! Na pewno zabierze nas ze sobą na …na  wszelki wypadek…

- To pewnie byłoby możliwe – dodał Rożec – ale mama zawsze ubiera Natusią stosownie do pogody, więc nie ma o czym dalej dyskutować.

- Jesteście okropni! – krzyknęły Różowe.

- I nieżyczliwi! Skoro tak, to nigdzie nie pójdziemy, nawet jeśli będzie mróz! – dodały oburzone Morelowe.

- Ukryjemy się i nikt nas nie znajdzie! O!

- O! I koniec!

Chwyciły się za paluszki i zanurkowały w głąb szuflady.

Gąsienica parsknęła rozbawiona: - I do tego nie znają mamy! Ona zawsze, ale to zawsze wszystko znajdzie i uporządkuje!

- Rozbawieni mieszkańcy dziecięcego pokoju  śmiali się wesoło, aż odechciało im się spać, więc zaczęli planować nowe zabawy na popołudnie. Czuli, że jak co dzień będzie wspaniale!

09 września, 2024

Bajka z grzybkami (Wakacyjne bajki 10.)

Lato królowało w najlepsze, ale drzewa któregoś ranka włożyły bardziej kolorowe sukienki. Sarenka Niunia zmarzła nawet trochę, wędrując rankiem do stawiku. Zatrzymała się przy domku zajączka Długie Uszko i przycupnęła na niewielkiej ławeczce ustawionej przy wejściu. Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem i Długie Uszko popędził jak strzała w kierunku wielkiego kamienia leżącego pod dębem przy głównym trakcie. Niunia ruszyła za nim i od razu zrobiło jej się ciepło.

- Dokąd tak pędzisz?

- Jak to dokąd? Babcia Kicusiowa powiedziała rano, że to już dziś!

- Ale co, dziś? – niecierpliwiła się Niunia.

- Jak to? Nie wiesz? No nadchodzą!

- Ale kto? No mów!

- Ojoj, przecież mówię! Nadchodzą posłańcy Pani Jesieni! Gdy już są, Lato wie, że pora pakować się do powrotu na Letnią Wyspę!

- Nie mogę z Tobą! Posłańcy? Jacy znowu posłańcy?  

- O popatrz, idą! Są! Baaaaabciu! Są! Długie Uszko wydzierał się wniebogłosy, więc cała rodzina Państwa Zajęcy wybiegła natychmiast przed dom.

- Mówiłam przecież, krzyknęła Babcia, że to dziś!

Niunia  oniemiała. Wzdłuż głównego traktu maszerowały GRZYBY! Przecudowne! Kolorowe i pachnące jej ukochanym lasem. Zaczęła machać radośnie razem ze wszystkimi do Borowików, Podgrzybków, Maślaków, Kurek, Gąsek, Kań i Muchomorów. A one wołały:

- Witamy! Jak dobrze wrócić do domu! – i kierowały się wprost do Brzozowego Zagajnika powiewającego na powitanie.  

- Do zobaczenia po zachodzie słońca na Sowiej Polanie! – krzyknęła rozemocjonowana Niunia, a Muchomor odkrzyknął:

- Przypilnuję ich! Będziemy na pewno!

I tak oto w lesie zamieszkała obok Lata odrobina nadciągającej nieuchronnie Jesieni z jej grzybami, żołędziami, kasztanami, kiściami jarzębin i smakowitymi orzechami.

- Czekacie już?

18 lipca, 2024

Bajka w koszyku z jabłkami (Wakacyjne bajki 6.)



Lato bujało się od rana w hamaku. Obserwowało płynące po niebie obłoczki i machało do nich gałązkami pobliskiej brzozy. Kiedy nadpływała chmurka w kształcie delfina lub wieloryba zmieniało się w lekki podmuch wiatru i płynęło na jej grzbiecie po niebie niczym mazurska żaglówka. Było magicznie!

I nagle!:)

Tak, bez „I nagle!” nie ma żadnej opowieści…

Więc: I nagle rozległo się: - Łup! I znowu: - Łup! - Łup!

Lato nie było przygotowane na żadne ŁUP! Miało umowę z E-Wróżką, że hamakowego tygodnia nie zmącą żadne grzmoty, ulewy, grady ani nawet mżawki! Więc co się dzieje? Chcąc, nie chcąc popłynęło w kierunku dziwnych hałasów i po chwili zniecierpliwienie zamieniło się w kolejny letni zachwyt!

- Cześć! – Hej! – Hejka! - Siema! - O, witamy! - Dzień dobry! – Kim jesteś?

- Ja… ja, to chyba oczywiste, ja jestem LATO! A wy co robicie? I czemu tak głośno?

- Głośno? - Za głośno? – Ojoj, przepraszamy! – Ale to takie mega, że z radości zapominałyśmy o hałasach!

- A to przypadkiem nie za wcześnie na wasze skoki? Jest dopiero połowa lipca! Do jesieni daleko! Chyba nie jesteście wystarczająco gotowe!

- Ależ jesteśmy! Pilotujemy nowy sezon! Mamy wystarczająco złocisty kolor i słodki smak, i chrupkość, żeby pacać w trawę i hopsać do koszyków!

- Rzeczywiście… Trudno zaprzeczyć… Ale leżenie w trawie chyba nie jest najzdrowsze?

- No nie. Masz rację… Nie martw się o nas, bo… O! O tam! Tam patrz!

Lato spojrzało TAM, ale nic nie dostrzegło, bo promienie słońca jak roleta przesłoniły mu widok. Po chwili jednak usłyszało znajomy świst…

Tak! To ona! To wróżka Niu i Kolorowa Królowa z całym dworem! Zanim lato zdążyło ułożyć zgrabne powitanie, nadpływająca wróżka bez zbędnych wstępów oznajmiła:

- Jesteśmy! Pora rozpocząć nowy koszykowy sezon! Zgrabnie skinęła w kierunku orszaku i przywołała wilgę Leona, który natychmiast przyfrunął z wielkim koszem!

- Moje kochane, zapraszam!

Lato spojrzało w kierunku przycupniętych w trawie bohaterów imprezy i nie mogło uwierzyć, że zapomniało o tym corocznym ceremoniale.

– Chyba się starzeję…

Szybko odpędziło tę jesienną myśl i z zachwytem obserwowało, jak błyszczące w słońcu, dorodne, pachnące bajecznie, pierwsze w tym sezonie JABŁKA płyną z gracją w kierunku kosza, wypełniają go po brzegi i niczym w gondoli odpływają w kierunku pobliskiego domu Ziemian żegnane wesołymi okrzykami wszystkich zebranych.

Potem było już tylko lepiej:) Lato rozwiesiło wśród drzew kolejne hamaki, napełniło szklanki porzeczkowym sokiem i dało znak, by kwartet świerszczy rozpoczął koncert.

Znów było spokojnie, chmurki płynęły po niebie zupełnie jak w familijnym filmie, wróżki rozpylały zapach szczęścia no i lodów czekoladowych z wanilią…

Znacie ten stan, prawda?

08 lutego, 2024

Bajka na stoku (Zimowe bajki 7.)


Liściasty kopczyk Pana Jeżyka trząsł się w posadach. - Cóż to będzie, gdy uszkodzą się ściany zimowego domostwa? – myślał gospodarz. Przecież nie wyprowadzę się do letniego siedliska, gdy jest mroźno… Po chwili przypomniał sobie jednak, że przybyła dziś z wizytą Pani Zima i z uśmiechem przygląda się śnieżnemu szaleństwu Bajek, czyli wszystko jest pod kontrolą, nie ma co się martwić na zapas. No i przecież jakby co, wszystkie przeprowadzki odbywają się z pomocą wróżek, więc po co te troski? Cóż, Pan Jeżyk już tak miał.

A Bajkom ani w głowie było się martwić o cokolwiek! One po prostu szalały na czym się dało. Nartusia czuwała nad wszystkim. Pilnowała kolejki zjazdów, poprawiała zapięcia, otrzepywała szale i chwaliła każdego na potęgę! Bajki piszczały z radości, nawoływały się głośno i mknęły w dół po zboczu liściastej rezydencji. Najbardziej lubiły wjazd na górę. Zapewniała go Pogodowa Wróżka. Lekko dmuchała na puszysty śnieg i po chwili pojawiał się iskrzący srebrzystymi gwiazdkami fotel magicznego wyciągu. Bajki natychmiast wskakiwały z gracją i mknęły na górkę jak wicher.

Twórca Wielkiej Księgi Bajek przyglądał się wszystkiemu, stojąc bezpiecznie na ganku. Dostrzegła go kątem oka Pani Zima i rozwinęła nad jego głową chmurkę prószącą drobnym śnieżkiem. Jeżyk otrząsnął się, prychnął i już miał się ukryć wewnątrz, gdy usłyszał:

- Teraz Pana kolej! Zapraszamy! Sanki czy narty? A może deska? – wołały Bajki.

- Ja… tego… no… nie bawię się od lat… jestem już sta… Ten wywód przerwała Nartusia.

– Nie ma co się opierać! Droga wolna! Nikt nie zjeżdża! Czekamy!

Pan Jeżyk rozejrzał się i zobaczył wlepione w siebie, błyszczące oczy wszystkich Bajek, wróżek, no i Pani Zimy.

- O…, to nie żarty… Będą o tym opowiadać każdego wieczoru… Potem zwrócił się do Nartusi: - Mam własny sposób zjeżdżania…

I zanim ktokolwiek zdążył zapytać jaki to sposób, Pan Jeżyk podskoczył całkiem żwawo, zwinął się w kłębek i wykonał fikołka w przód, a potem poleciał jak wystrzelony z procy! Sztywne i gładkie kolce okazały się fantastyczną siłą napędową. Po chwili zdumione Bajki zobaczyły, jak ich gospodarz ląduje hen… hen pod wielkim krzakiem berberysu, wysuwa łapki i wyraźnie onieśmielony otrzepuje futerko ze śniegu.

Zapanowała zupełna cisza, a potem Bajka trzech płatków śniegu wrzasnęła: - Mistrz! Po prostu M-I-S-T-RZ! To rekord! Brawo! Wybuchł radosny zgiełk i harmider. Każdy chciał uścisnąć łapkę i dotknąć cudownych kolców. Jeżyk wzbraniał się i był absolutnie zawstydzony. Uratowała go Pogodowa Wróżka podsyłając fotelik śnieżnego wyciągu. Na szczycie czekała już Pani Zima z Kryształowym Orderem Mistrza Sportów Zimowych. Zwycięzca był oszołomiony i szczęśliwy. Pod pretekstem zawieszenia orderu w gablocie zbiegł po schodkach prosto do salonu i otarł pot z czoła. 
- Ojoj, a to dopiero…, widzieliście państwo, no, no… - mruczał pod nosem, wzdychał cichutko i chichotał całkiem jak dziecko. Zanim wszystkie Bajki zdążyły się wyjeździć, przygotował pyszną czekoladę z bitą śmietaną i biszkopciki w kształcie śnieżnych gwiazdek! Dla wszystkich! 
To był dzień, jakich mało! Nikt go nie zapomni! Przenigdy! Szczególnie Mistrz Sportów Zimowych, oczywiście:)






06 stycznia, 2024

Bajka w słoju z piernikami (Ciasteczkowe bajki 13.)





              Tegoroczny  Festiwal „Mniam” – to jest coś! A właściwie COŚ! Wszystkie światy już o nim wiedzą! Zapytacie - czemu? Otóż, odpowiedź jest niesamowita! Wyobraźcie sobie, że Wróżka Tysiąca Emocji  i Mistrz Milander Śmietanko zaprosili do pracy w komisji konkursowej nowych jurorów, którymi są wyłącznie dzieci! Magiczne wypieki oceniają: 

Natusia, Nella, Klarcia, Pączuś, Niunia, a także Liluś.

- Może damy wszystkim nagrody? – zaproponował smok Pączuś, który spróbował już wszystkich pyszności i niczego nie miał dosyć.

- Ktoś musi wygrać! Mieszkańcy światów będą testować najlepszy przepis przez cały rok.  Nikt nie zapamięta wszystkich receptur ani nie zdoła upiec tylu pyszności! - martwiła się Niunia.

- Więc niech każdy piecze, co zechce, co lubi! Każdy ma przecież inny gust! – przekonywała Natusia, a Liluś potakiwał z przekonaniem.

Tej dyskusji przysłuchiwały się z uwagą lukrowane pierniczki, oczekujące na werdykt w wielkim, szklanym słoju.

- Czarno to widzę… - westchnął renifer Rudi.

- Oj tak, oj tak… wtórował mu pomarańczowy dzwoneczek.

- Żebyśmy tyko nie wygrali. Zaraz będą nas obwozić, pokazywać, wąchać, ale na pewno nie zawieszą na żadnej pachnącej choince w uroczym domu… - martwiła się lukrowana choinka.

- Mam pomysł! – krzyknął mały jelonek. Zawołajmy tę najmniejszą dziewczynkę i poprośmy, żeby nas wszystkich uwolniła i zawiesiła na choince w swoim domu! Przecież nikt właściwie nie pytał, czy chcemy na jakiś konkurs…

- Tak! Tak zróbmy! Świetnie! – przekrzykiwały się pierniczki. Natychmiast spytajmy, czy jest wróżką! Zróbmy to! Ten zgiełk ucichł na słowa Natusi:

- Sprawdźmy, które słodkości ludzie zechcą wziąć do domów. Zwyciężą te, które znikną najszybciej! Co wy na to?

- To świetny plan! – przytaknęli ochoczo wszyscy - i jurorzy, i pierniczki.

Nella i Liluś napisali wielkie ogłoszenie z postanowieniem jurorów i umieścili je na tle rozgwieżdżonego nieba.

Wtedy właśnie niezauważona przez nikogo Klarcia podeszła do wielkiego, wspaniałego słoja z piernikami, które nęciły ją od samego początku Festiwalu "Mniam" zapachem i kolorami.

- Cześć! - powiedziała. Jesteście cudowne, ja też chciałabym was natychmiast zabrać do domu… Mam piękną choinkę, na której mogłybyście zamieszkać…

- No my bardzo chętnie! – krzyknęła śnieżnobiała gwiazdka - ale nasz słój może otworzyć tylko wróżka! Czy ty nią jesteś?

- Ja nie…

- Jak to nie? – zdumiał się Pączuś. Przecież masz skrzydła i tak dalej…

- Ja? Skrzydła? I tak dalej… - jąkała się Klarcia, kątem oka zerkała zdumiona na swój cień drżący na śniegu i naprawdę, ale to na n-a-p-r-a-w-d-ę widziała zarys wróżkowych skrzydeł. Powoli zakręciła się, podskoczyła… i poczuła, że się unosi! Zachwycona zerknęła w dół.  Ujrzała machające do niej wróżki. Były wszystkie!

- To prezent na Gwiazdkę! – zawołała wróżka Niu!  Możesz teraz otworzyć zaczarowany słój z piernikami!

Klarcia wzniosła rękę tak samo jak Nella i poczuła w niej własną, cudowną różdżkę. Machnęła w górę i w dół. Słój otworzył się cichutko a całą Ciasteczkową Wyspę otulił słodki, piernikowy zapach.  Nie muszę dodawać, że był to zapach zwycięskich słodyczy. Festiwal „Mniam” jeszcze nigdy nie zanotował takiego popytu na jeden wypiek. W tym roku wszystkie choinki i gwiazdkowe chatki  wszystkich światów roziskrzyły się pierniczkową radością.

A Klarcia, Natusia, Nella, Niunia, Pączuś i Liluś… Ale to już całkiem inna historia:)



10 października, 2023

Bajka tajemnic Domku Marzeń (Smocze bajki 13.)



Wróżka Nella miała pełne ręce roboty. Właśnie wczoraj otrzymała od Kolorowej Królowej swoją magiczną różdżkę! Tak! Cały wieczór tańczyła ze wszystkimi sławnymi wróżkami na leśnej polanie pod błyszczącymi chmurkami cudownych świetlików! Ach! To było magiczne! E - Wróżka zdradziła jej wiele sekretów skutecznego rzucania zaklęć. Inne wróżki też były bardzo miłe.  

- Życie wróżki jest naprawdę dla mnie! – myślała Nella.

Z samego rana okazało się, że nie znała całej prawdy. Obudziło ją nagłe i natarczywe pukanie do okna. To wilga Leon dobijał się z jakąś depeszą w dziobku.

- Wstawaj! Masz pierwsze zadanie! I to nie byle jakie! Natychmiast musisz wyruszyć na Wyspę Marzeń w Smoczym Archipelagu! Oto depesza!

- Zadanie? Serio?  Dla mnie?

- Ojoj… - zniecierpliwił się Leon. Nie gadaj tyle. Zrzucił list na sekretarzyk i odleciał.

Nella otworzyła kopertę i przeczyta:

                                                                                                   Kwiatowa Wyspa,
Dzień Tęczowej Herbatki

Droga Nellu!

Oto pierwsze wróżkowe zadanie dla Ciebie. Udaj się na Wyspę Marzeń w Smoczym Archipelagu. Podobno przy domku Królika Maksia pojawił się jakiś nieznany smok, więc zapanował zupełny chaos. Sprawdź, co się tam dzieje, porozmawiaj z tym smokiem i natychmiast, gdy rozwiążesz problem, wyślij do mnie depeszę z informacją. Żółtobrzuszek czeka na nią obok króliczego Domku Marzeń.

                                                                             Liczę na Ciebie, Kolorowa Królowa

Nella spakowała różdżkę i magiczny pyłek do plecaka, chwyciła podróżny klucz… i już miała otworzyć drzwi do Wyspy Marzeń, gdy nagle w jej pokoju pojawiła się Mama z Klarcią.

- Nellu, musisz dziś zaopiekować się siostrą. Dbaj o nią. Wrócę najszybciej, jak się da!

Mama nie dała nawet szansy na wyjaśnienia, że to absolutnie niemożliwe... Po prostu wyszła.

- Jestem dobrą siostrą! – Pomyślała na głos Nella. Chwyciła Klarę za rękę i  po chwili stały już pod drzwiami Maksia.

- Królik wyraźnie na nie czekał, bo natychmiast rozległ się cichy dźwięk dzwoneczka i drzwi otworzyły się szeroko. Dziewczynki pokonały 123 stopnie (zupełnie jak królewna Apolejka) i po chwili witały się z Królikiem. Ten bez zbędnych ceregieli poprowadził je do małego okienka na tyłach domku i wskazał ręką na wielki konar, na którym siedział dziwny smok i rozglądał się niepewnie po okolicy.

- Królik nadmienił, że z jego powodu wszystko stanęło na głowie. Żaba siedzi na ławce przed domem razem z Lisem, bo boją się hasać w zaroślach. Żółw też nie wyleguje się nad jeziorkiem, tylko dzielnie trzyma wartę. Żółtobrzuszki tak drżą ze strachu, że aż całe drzewo Domku Marzeń wibruje. Nawet marchewki w skrzyni przestały plotkować, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Jedynie Myszka Sza buja się beztrosko w hamaku, a Kot Czaruś czyta sobie spokojnie i uśmiecha się, jakby coś wiedział.

Jako że był dzień Tęczowej Herbatki, Królik przywołał Imbryk, który wypełnił ich filiżanki cudownym naparem. Klarcia natychmiast chwyciła Imbryk za ucho i bujała się na nim jak na huśtawce. Imbryk fukał niezadowolony, ale ani Królik, ani Nella nie mieli teraz czasu, by go ratować.

Debiutująca Wróżka wzmocniona magiczną herbatką rozwinęła swoje skrzydełka, powtórzyła zaklęcie uczące rozumienia smoczej mowy i wyfrunęła przez okno. Zbliżyła się do smoka i zaczęła:

- Masz piękne skrzydła. Większe od moich! Co tu robisz?

- Witaj, jestem Smoczycą. Przyleciałam tu z Ziemi. Myślałam, że znajdę inne smoki, ale widzę tylko żaby, żółwie, ptaki i wielkiego królika. No i zupełnie obojętnego kota. Nikt tu nie chce ze mną rozmawiać. Chyba mnie nie lubią. Mówię do nich, a oni uciekają albo trzęsą się tak, że nic nie mogą powiedzieć. Czy ja naprawdę tak strasznie wyglądam? Na Ziemi wszyscy za mną przepadali…

- Ach! - wykrzyknęła Nella. Zatem nikt Cię tu po prostu nie rozumie! Więc wszystko jasne. Natychmiast machnęła trzy razy swoją różdżką w kierunku Smoka, a potem urządziła sobie rajd od jednego mieszkańca Wyspy Marzeń do drugiego. Wszędzie rozpylała magiczny pyłek poliglotów zapewniający rozumienie istot ze wszystkich wszechświatów. Po kilku minutach problem był rozwiązany. Smok siedział na ławeczce obok Lisa i Żaby przed króliczym Domkiem Marzeń, a wokół niego tłoczyli się mieszkańcy wyspy. Wszyscy chcieli poznać historię niezwykłego gościa. Okazało się, że przybrał smocze imię Smokot i dzięki mapie Kota Czarusia i Myszki Szy zaraz wyruszy na Smoczą Wyspę.

W międzyczasie Klarcia wdrapała się Smokotowi na kolana, wspięła się na paluszki coś wyszeptała mu do ucha. Smokot z kolei szepnął coś do Nelli, ta skinęła głową i wtedy zaszumiały wielkie skrzydła! Smokot okrążył trzy razy Domek Marzeń z Klarą na grzbiecie. Potem posadził ją delikatnie na ławeczce obok drzwi, zaryczał na pożegnanie i odleciał.

Teraz rozległy się brawa i wiwaty na cześć wróżki Nelli. Wszyscy ściskali się, popijali tęczową herbatkę z miodem od pracowitych pszczółek, a Pani Sowa spisywała ostatnie wydarzenia w Wielkiej Kronice Wyspy Marzeń. Nella kłaniała się wszystkim grzecznie i dziękowała, a w ręku trzymała już list do Królowej.

                                                                                                              Wyspa Marzeń,
Dzień Tęczowej Herbatki

Szanowna Kolorowa Królowo!

Zadanie wykonane! Magiczny pyłek poliglotów rozwiązał problem. Po prostu nikt tu nie znał smoczego języka! Ach, jak cudownie jest być wróżką i pomagać innym! Dziękuję za moje pierwsze zadanie!

                                                                                Przesyłam ukłony, wróżka Nella

PS

Klarcia też pragnie być wróżką, czy mogę ją zabierać na nasze spotkania? Mama by się ucieszyła:)


04 stycznia, 2023

Bajka w piernikowej chatce (Ciasteczkowe bajki 12.)


Mistrz Milander Śmietanko objął w posiadanie Cynamonową Wyspę już dobry rok temu. Używał z namysłem magicznego zaklęcia, żeby żadnej prośby nie zmarnować na bzdurki. Jego miasto nie miało sobie równych. W żadnym zakątku żadnego ze światów ciekawski podróżnik nie znalazłby czegoś podobnego. Każda z uliczek lśniła innym lukrowym kolorem. Była Błękitna, Indygo, Pomarańczowa, Złota, Czerwona, Śnieżnobiała i… Ach, ach! I jakie tylko chcecie. Wszystkie kamieniczki nie tylko pachniały, ale też były całkiem zaczarowane. Można było odłamać kawałek cynamonowej okiennicy, skubnąć lukru, chrupnąć słuszny kawałek czekoladowej klamki, a po chwili wszystko było na powrót nienaruszone i świeżutko pachnące. To był jeden z najlepszych pomysłów na cynamonowe zaklęcie, jakie Mistrz Śmietanko stworzył.

Właśnie mijał rok od niezwykłych wydarzeń ostatniego Festiwalu Ciasteczek „Mniam!”. Mistrz Milander nie musiał już z nikim rywalizować! Od tego roku był jurorem oceniającym ciasteczkowe popisy innych cukierników. To sprawiało, że spodziewał się tłumu świątecznych turystów, którzy już przybywali z najdalszych archipelagów, by podziwiać jego Cynamonową Wyspę.

Oczywiste było, że wszystkie kolorowe, lukrowane uliczki były wszystkim dobrze znane! Szafirnet roił się od cudownych zdjęć milionów podróżników, którzy uwielbiali robić sobie selfi w cynamonowych zaułkach. Milander potrzebował więc nowości! Postanowił, że sam wypiecze kolejne budowle i ani razu nie użyje zaklęcia. Oczywiście, z wyjątkiem tego końcowego, które będzie odświeżało konstrukcje. Głowił się już od lata, aż w końcu olśniła go myśl, że najlepsze pomysły mieszkają najbliżej! Wyciągnął tekturowe pudło pełne zapomnianych prawie fotografii z dzieciństwa. Tak! Znalazł! To było to! Tego potrzebował!

Ze starych fotografii radośnie zerkały na niego czekoladowe oczy PIERNIKOWYCH CHATEK! Tak! Miał tych zdjęć niemało! Sam je zrobił! A właściwie robił je każdego roku, gdy dostawał taki słodki prezent od wróżki Niu! Najpierw zdjęcie, a potem podjadanie! Niu wypełniała chatkę słodyczami, więc zanim odłupało się kawałek daszku, można było wydobywać słodkie żelki, orzeszki w czekoladzie, rodzynki w lukrze i truflowe kulki ukryte we wnętrzu domku!

Wróżko Niu! Dzięki! To będzie moja nowa uliczka! Uliczka Piernikowych Chatek Wróżki Niu. Nazwa może trochę przydługa, ale trudno! Musi taka być! Milander ruszył do pracy. Nie minął tydzień, a nieopodal sosnowego zagajnika, wzdłuż rzeczki goździkowego lukru – rozgościły się cudowne piernikowe chatki. Nowy zapach przebił wszystkie dotychczasowe, a właściwie uzupełnił je i wzmocnił. Piernikowa nuta rozsnuła się po wszystkich zakątkach Wyspy. Każdy turysta, który na nią wkroczył, widział najszczęśliwsze chwile swojego dzieciństwa. Pojawiały się jak lekka mgiełka otulająca piernikowe chatki. Wszyscy widzieli tę mgiełkę, ale każdy dostrzegał w niej własne, zapomniane czasem chwile szczęścia, które powracały wraz ze wspaniałymi słodyczami wypełniającymi chatki.

Milander był szczęśliwy! Udało mu się! Każdego dnia przechadzał się wzdłuż piernikowych chatek i z radością dodawał nowe słodycze. A to mięciutkie marcepanowe gwiazdki, a to srebrne i różowe lizaczki albo marmoladki w cukrze. Nie muszę dodawać, że sława Cynamonowej Wyspy sięgnęła tego roku krańców kosmosu. Pojawiło się nawet nowe powiedzonko oznaczające stan błogości, spokoju i szczęścia: Jestem w piernikowej chatce! Czy Mistrz Milander potrzebował w życiu czegoś więcej? No cóż, wszyscy znają odpowiedź!