Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka. Pokaż wszystkie posty

13 lutego, 2026

Bajka na modnych skrzydłach (Zimowe bajki 11.)



 Było tak mroźno, że ptaki stały się niewidzialne. Można było gapić się przez okno z pół dnia, a i tak nie zobaczyło się żadnego.

- Może to jakieś czary? – zastanawiały się dzieci. czyżby któraś wróżka zabrała je wszystkie ze sobą na zaczarowaną wyspę?

Ależ skąd? To ani czary, ani wróżki! Ptaki siedziały sobie cichutko na dachu remizy strażackiej. Miny miały nietęgie. Otuliły się własnymi skrzydłami i ani w głowie im były radosne świergoty i wesołe fruwanki.

Pewnego dnia, gdy drzemały smętnie, niespodziewanie dla wszystkich na sam środek kryjówki wyfrunęła sikorka Lola i zawołała:

- Mam pomysł! Lećmy do lasku, do Pani Sowy i poprośmy ją o kostiumy z naszego letniego przedstawienia. Są kolorowe i piękne! A do tego cieplutkie! Gdy Pani Zima nas w nich zobaczy, pomyśli, że już zbliża się orszak Wiosny i pora się zbierać do powrotu na Zimową Wyspę!

- Ktoś ma inny pomysł? - zapytał dziadzio Ludwik. A gdy odpowiedziała mu cisza, zakrzyknął: - W drogę! I cała hałastra sikorek wystrzeliła jak z procy, obierając kurs na pobliski lasek.

Następnego dnia w miasteczku zrobiło się kolorowo, jakby zakwitły wiosenne kwiaty.

- A co to za Ptaki Dziwaki tu latają? – wołały dzieci!

- Patrzcie, patrzcie, mają ubranka i krawaciki!

- Ooooo, jakie to słodkie!

- Mamo, mamo, uszyjmy im butki! Będzie im jeszcze cieplej!

Te entuzjastyczne hałasy obudziły drzemiącą po obiedzie Panią Zimę.

- A niech to! Przespałam tyle czasu? Ludzie hałasują, ptaki wystrojone w nowe piórka... Cieszą się tak tylko wtedy, gdy zbliża się orszak Wiosny...

Niewiele myśląc, Zima wydała kilka poleceń, spakowała podróżny kufer i wezwała zaprzęg z Wiatrowej Wyspy. Następnego ranka już jej nie było. Wprawdzie Śnieżynki pakowały jeszcze swoje suknie, a Mróz układał na saniach szklane tafle lodu i zwijał rolety mroźnych obrazów, ale chłód odpłynął wraz z ich Królową.

Ptaki urządziły wielki pokaz mody, na który zlecieli się ich krewni i przyjaciele ze wszystkich stron. Zaczęły się wesołe ćwierkania, świergoty i słodkie trele. Zwabiona tymi odgłosami Wiosna postanowiła naprawdę wyruszyć w drogę, tym bardziej, że Zima popędzała ją zmartwiona, że nikt nie opiekuje się światem.

I tak modne Ptaki Dziwaki zmieniły porę roku:) Ludzie opowiadają o tym bajki, a pewna artystka namalowała nawet piękny ptasi portret. Jeśli chcecie go zobaczyć, musicie się wybrać do Leśnej Galerii Pani Sowy:)


20 listopada, 2025

Bajka jesiennych drzew (Jesienne bajki 13.)


Od rana panowało zamieszanie. Wraz z jesiennym wichrem przyleciały na Wzgórze Dwóch Dębów liście wprost z miejskiego parku. Natychmiast otoczyła je chmara ptaków, miejscowych liści i bladych przebłysków słońca.

- No co tam, panowie? – zapytał grzecznie Dąb Kwerk.

- Armagedon po prostu, panie Kwerku. Armagedon. Uciekamy, gdzie możemy. Kto nie zdąży odlecieć, obowiązkowo wyjeżdża na Jesienną Wyspę. Niby bilety darmowe, luksusy, ale każdy z nas by chciał zobaczyć zimę w domu. No nie?

- Ma się rozumieć, że tak. Moje liście na zimę łączą się w cieplutką puszystą kołderkę i śpią spokojnie pod moją opieką aż do wiosny. A z nimi jeże, owady, a czasem to i wróżki:) - i Kewrk roześmiał się serdecznie.

- A czy my możemy dołączyć?

- Prosimy…

- Ależ oczywiście, wtrącił się Dąb Fagacek, zapraszamy!

Na te słowa liście zawirowały i łagodnie wylądowały wśród krewnych u stóp gościnnych dębów. W tej samej chwili szum wiatru wzmógł się nieco i na wzgórzu pojawiła się wróżka Niu…

- Ach, widzę, że jestem w samą porę! Mam mnóstwo nowych bajek to opowiedzenia i przysmaki od Kolorowej Królowej. A… no i gości przyprowadziłam:) – uśmiechnęła się cieplutko i postawiła na ziemi wiklinowy kosz z rodzinką Jeży. Maluchy od razu pobiegły szukać najlepszych miejscówek w nowym liściowym domu.

Zanim zapadła noc, wszyscy byli rozlokowani. Wiatr odleciał. Ptaki posnęły w gałęziach drzew, a Wielka Księga Bajek niecierpliwie przewracała strony, bo była bardzo ciekawa, która opowieść najbardziej się spodoba w tym roku.

04 września, 2025

Bajka brzoskwiniowych orzeszków (Ciasteczkowe bajki 14.)


Tego po prostu nie da się opisać. Już dawno nie było takiego zamieszania na Archipelagu Szafirowego Jeziora. Poszło o CIASTECZKA. Tak! Ciasteczka. A wszystko przez E-Wróżkę, która odwiedziła Kwiecistą Wyspę i przywiozła w prezencie pudełko wypełnione po brzegi pachnącymi, smakowitymi ciasteczkami.

-Cóż to? Zapytał zaciekawiony Malachitowy Król i już stał z talerzykiem obok E-Wróżki. Właśnie wchodził Kuchmistrz Milander Śmietanko, żeby pięknie podać sprezentowane łakocie, gdy padły słowa E:

- Takich Brzoskwiniowych Orzeszków nikt na świecie nie jest w stanie zrobić, te wygrały Światowy Konkurs Owocowych Wypieków! Na pewno uznacie je za godne królewskiego podniebienia!

Milander zbladł. Zastygł bez ruchu, a gdy owiał go słodki zapach smakołyków, do oczu napłynęły mu łzy. Kuchcik Miniuś natychmiast podsunął szefowi fotel w kwiatki, a sama Królowa podała mu szklankę wody.

- Co się stało Milandrze?

- Ach, to ten brzoskwiniowy zapach tak mi zakręcił w głowie… Dziewczyno, zatrudniam Cię w mojej kuchni! Natychmiast! Wiem, jesteś Wróżką, ale to tylko nam pomoże…

E- Wróżka grzecznie odmówiła i wtedy w pudle z ciasteczkami zawrzało!

- My chcemy do królewskiej kuchni! Tam jest nasze miejsce! Musisz tu z nami zostać! Każdego dnia będziemy się piec na nowo w królewskim piekarniku, a Ty zrobisz nam cudowne słodkie sukienki!  

- Ależ, drogie Orzeszki, ja nie mogę, mam swoje obowiązki, zajmuję się przecież pogodą!

- No tak, pogodą… - powtórzył Milander. – Wiem, zorganizujmy chociaż Ciasteczkowe Środy ! Będziesz nas odwiedzać raz w tygodniu i wypiekać orzeszki, kasztanki, chmurki, tęcze, gwiazdki śnieżne …

- Hola, hola panie Kuchmistrzu! – zawołała ubawiona Kolorowa Królowa. Orzeszki łypnęły na nią każdym okiem i zaczęły się przeciskać na sam wierzch, żeby, oczywiście, wiedzieć co i jak. – Chyba przejąłeś rządy na naszej wyspie! Ale spokojnie! Masz rację, raz w tygodniu, E-Wróżka może pokropić deszczem, powiać wietrzykiem i spędzić z nami słodki wieczór.

- No mega! – Ekstra! - Wypas! - wołały Orzeszki z entuzjazmem, a cały magiczny świat, który nadstawiał ucha, wiwatował w najlepsze. Smoki od razu przysłały listonosza - Smoka Paczusia z depeszą, że bardzo chętnie włączą się w Smoczą Ciasteczkową Środę. Po chwili cały pokój pocztowy wypełnił się depeszami z całego Archipelagu. Wszyscy chcieli mieć swoją Ciasteczkową Środę.

Tylko Miniuś przysiadł przy drzwiach i rozmyślał: - No czemu środa? A nie piątek lub sobota? Ale nikt inny nie miał z tym problemu. E-Wróżka rozsyłała magicznym zaklęciem wciąż nowe pudła ciasteczek nawet w najdalsze zakątki Archipelagu. O tego dnia stała się też dla wszystkich Bajkan Ciasteczkową Wróżką.

Sprawdźcie, czy w Waszym pokoju nie pojawiła się jakaś słodka przesyłka:)

19 sierpnia, 2025

Bajka w blasku księżyca (Wakacyjne bajki 11.)

Bajka zsunęła z nóg sandały i pozwoliła im opaść na ciepłą od słońca trawę. Spojrzała na majaczący w oddali Most, który na tle wieczornego nieba błyszczał ciepłym, czekoladowym blaskiem. Księżyc rozpiął właśnie swoje światło na jego smukłych przęsłach i kołysał się wśród miękkich chmurek, głaszcząc stopami gładkie lustro rzeki. Gdy dostrzegł odpoczywającą w ogrodzie Bajkę, zwinął blask w trąbkę i zawołał:

- Pani Bajko, jak tam? Letnie skarby zebrane?

- Ach tak! – odkrzyknęła Bajka. – Opalenizna jest! Wspomnienia są! Nowe przyjaźnie zawarte! Księga Bajek pełna nowych pomysłów! Jest po prostu idealnie!

- O! To doskonale! A nie żal pani odchodzącego Lata?

- Ależ skąd! Przecież u mnie może być każda pora roku w dowolnej chwili! Zaraz na herbatkę wpadną właśnie pani Wiosna z panią Jesienią. Upiekłam nawet jagodzianki na tę okazję! Czekam też na pana!

Księżyc natychmiast skorzystał z zaproszenia. Po srebrzystej zjeżdżalni blasku spłynął na magiczny Most, a z niego wprost do ogrodu Bajki i usadowił się w hamaku. Wieczorny wiaterek lekko go kołysał, jagodzianki smakowały wybornie, a pani Bajka snuła uroczą opowieść o swoim nowym przyjacielu Kju. Oczywiście, przemiły pan Most też dostał jagodziankę i arbuzową lemoniadę, więc z zadowolenia lekko się kołysał, jak nauczył go wujek Zwodzony:)

22 maja, 2025

Bajka sukienek lekkich jak puch (Wiosenne bajki 6.)


Pani Wiosna rozgościła się na dobre. Cały świat pachniał i szumiał. Ptaki dawały niekończące się koncerty. Wszystko było zaplanowane i ustalone, o każdej godzinie dyżurował inny śpiewak. Czasem słychać było solo Szpaka, czasem jego duet z panią Wilgą, a zdarzało się, że cały ptasi chór świergotał w najlepsze.  Te cudowne trele ustawały nieco, gdy przylatywali goście z Wiatrowej Wyspy i zapowiadali zbliżający się deszcz. Ludzie wyciągali wtedy kolorowe parasole, dzieci wkładały kalosze i czekały na kałuże, do których można by było wskoczyć. Ale dało się też słyszeć narzekania nadąsanych kwitnących drzew.

- Jak to? Znowu będzie padać? A moja suknia jest teraz właśnie najpiękniejsza! Bladoróżowa! Jak puch po prostu! I ma się zmarnować? – prawie płakała Panna Wisienka.

- Ja protestuję! Ja się tak nie bawię! – wykrzykiwała Pani Jabłoń i machała najmłodszymi gałązkami jak szalona.

- Spokojnie dziewczyny. – wtrącił się Pan Kasztanowiec. – Z tych nerwów same sobie te piękne suknie poniszczycie!

- A Pan się nie martwi, Panie Kasztanowcu? – zdziwiła się Panna Wisienka. – Przecież Pan też ma piękny kwiatowy garnitur.

- Nie, nie martwię się. Ja nawet czekam na ten deszcz i wiatr. Już się nie mogę doczekać, kiedy kwiaty opadną i pojawią się moje piękne, kolczaste skarby. A wy nie czekacie na dorodne wisienki i jabłuszka.

- Czekamy, czekamy, ale sukni szkoda! – wymamrotała Pani Jabłoń.

- Mam pomysł! – zawołał Szpak Pituś, który mieszkał w domku u Pana Kasztanowca. – Zaprośmy wróżkę Niu, zrobi wam magiczną sesję zdjęciową i do następnej zimy będziecie mogły oglądać swoje kwiatowe suknie do woli.

- Mówisz i masz! – rozległ się niespodziewanie nie wiadomo skąd radosny głos wróżki.

- Ooooo! – zakrzyknęły panie. – A niech mnie! – dołączył Pan Kasztanowiec. Toż to wróżka Niu! Skąd wiedziałaś, że cię potrzebujemy! – zapytał zdumiony Pituś.

- Cóż to za pytanie! Jestem wróżką! Wiem wszystko! Zakrzyknęła wesoło Niu i unosząc się w powietrzu, zaczęła fotografować falujące lekko jak puch, cudowne wprost suknie Wisienki i Jabłoni. Nie zapomniała też o Kasztanowcu.

- A teraz lekko kołyszemy gałązkami! Huri - lekki powiew prosimy! - pokrzykiwała Niu. Mały wiaterek okrążał więc drzewa i sprawiał, że kwiatowe suknie falowały cudownie, błyszczały i lśniły w słońcu nieziemsko. Pan Kasztanowiec prostował się, prezentował butonierkę z kiściami stożkowatych kwiatów, a nawet zawadiacko zarzucił jedną gałąź na czoło i wydał się wszystkim tak przystojny, jak jakiś muszkieter w kapeluszu z piórami!

Ach, co to była za sesja! Wszystkie okoliczne drzewa też chciały takich zdjęć, więc wróżka miała pełne ręce roboty. Zakończyła pracę, gdy pierwsze krople deszczu spadły na obiektyw. Wokół pociemniało, pomiędzy gałęzie drzew wpadły młode wicherki i zanim ulewa rozciągnęła srebrzyste pasma swoich warkoczy nad ogrodem, delikatne kwiaty spłynęły jak płatki śniegu na trawę.

- A niech to! Patrzcie dziewczyny! – zawołał pan Kasztanowiec. Mamy pod nogami puszysty dywan kwiatów! Jakie to piękne!   

- Nie da się ukryć, szepnęła zachwycona Wisienka!

- Uwielbiam to! – zawołała Niu i delikatnie przebiegła na paluszkach po puszystym dywanie kwiatów. - Urządzę wam wystawę! Przygotujcie się na rozdawanie autografów, moje kochane drzewa! – zawołała radośnie i tyle ją widzieli.

Ty też możesz jak wróżka Niu zrobić sesję zdjęciową jakimś pięknym kwitnącym drzewom. Będą zachwycone!

17 marca, 2025

Bajka wiosennych kolorów (Wiosenne bajki 5.)



- To wszystko przez Różowego! – krzyknęła Zielona i rozpłakała się żałośnie w głos. Natychmiast do chórku dołączyły pozostałe kolory! Cała tęcza po prosu, więc Pani Wiosna, widząc, że zaraz wszystkie spłyną falą zmieszanego szaro-brązowego potoku, zawołała głosem słodkim jak dźwięk polnych, szafirowych dzwonków:

- Ależ moje drogie, nic się nie stało! Szybciutko wskakujcie na chmurkę! Nikt na pewno nie zauważył, że w połowie marca łąki, pola i parki rozkwitły tysiącami barw! Wszystko, dobrze, moje kochane! Nic się nie stało! Wracamy na Wiosenną Wyspę!

– Ufff… pomyślała Wiosna… Słabo mi idzie w pocieszanki…

- Chyba się na nas jednak gniewasz… - pisnął Liliowy, jakby słyszał myśli Wiosny.

- Bo my… bo słonko tak grzało… i te ptaki… - jąkała się Lazurowa.

- Bo darły się jak w maju! Albo nawet w lipcu! – dodał Pomarańczowy.

- No i my już tak bardzo chciałyśmy wyruszyć na Ziemię, że gdy Turkusowy krzyknął: - Do dzieła dzielne Kolory! – to my wszystkie - na chmurki - i w świat!

- To nie ja, a właściwie nie tylko ja… - jąkał się Turkusowy – Złocisty też wołał: - Nadchodzimy! Patrzcie! Wasze kochane kolory powracają! – więc ja też… też chciałem…

- No już dobrze, najważniejsze, że ludzie nie zdążyli niczego zauważyć! No i niedługo rzeczywiście wyruszymy w podróż na Ziemię! Wiem, jak bardzo na to czekacie i cieszę się, że lubicie swoje zajęcia. – zakończyła sprawę Pani Wiosna.

I pewnie wszystko byłoby tak, jak powiedziała, gdyby nie pewna mała i urocza Ziemianka – Natalia… Otóż, kiedy spacerowała z rodzicami po parku, nagle spojrzała na lśniący staw i krzyknęła:

- Patrzcie! Patrzcie, szybko! O tam! Ale cudownie, to na pewno Rożce wyczarowały! Tak, na pewno!

Rodzice spojrzeli na stawik i zdumienie odebrało im mowę. Na jedną chwilę wszystko rozkwitło i zaszumiało głaskane ciepłym wiaterkiem. Pachniały bzy, kołysały się tulipany w stu barwach, a wokół uwijały się motyle… albo wróżki? Któż to wie! Mama nawet chwyciła telefon i zrobiła zdjęcie, ale zapisała się tylko tęczowa smuga, jakby ktoś zgarnął nagle wszystkie barwy i utkał z nich puszystą chmurkę:)

- Nastusia westchnęła: - Tam na pewno były Rożce! Na pewno!

12 listopada, 2024

Bajka w rękawiczkach (Misiowe bajki 8.)

W pokoju było cichutko. Zabawki spały. odpoczywały po wieczornej zabawie. Tylko baletnica kręciła piruety do słodkich dźwięków pozytywki. Gdy Chrapusiowi w końcu przyśnił się wielki słój miodku, wybuchła jakaś kłótnia i miodek wyparował. Coś okropnego! Zabawki wpadły w popłoch. Przecież trzeba być miłym! Tu nikt się nie kłóci! 

A jednak... Głosy dobiegały z szafy na ubrania.

- Serio? Wy? Wy pójdziecie jutro z Natusią do przedszkola? Nigdy!

- To oczywiste, że MY pójdziemy! Przecież Nati lubi różowy!

- Wcale nie, bo MY!

- Akurat! Nie macie szans!

I tak dalej… Pajacyk Senek uchylił białe drzwi szafy i wszyscy ujrzeli dwie pary skłóconych rękawiczek. Różowe i Morelowe walczyły, o zgrozo, nie tylko na słowa. Tarmosiły się, próbowały się wyrzucić wzajemnie z szuflady i szarpały aplikacje rywalek. Zabawki zaniemówiły.  Po dłuższej chwili rozległ się tubalny głos Domku dla Lalek:

- Kłótnia nie ma sensu. Właśnie sprawdziłem prognozę pogody. Jutro będzie +13, więc żadna z par nie wsunie się na śliczne rączki Natusi. Zostaniecie w domu!

- Akurat! Na pewno zabierze nas ze sobą na …na  wszelki wypadek…

- To pewnie byłoby możliwe – dodał Rożec – ale mama zawsze ubiera Natusią stosownie do pogody, więc nie ma o czym dalej dyskutować.

- Jesteście okropni! – krzyknęły Różowe.

- I nieżyczliwi! Skoro tak, to nigdzie nie pójdziemy, nawet jeśli będzie mróz! – dodały oburzone Morelowe.

- Ukryjemy się i nikt nas nie znajdzie! O!

- O! I koniec!

Chwyciły się za paluszki i zanurkowały w głąb szuflady.

Gąsienica parsknęła rozbawiona: - I do tego nie znają mamy! Ona zawsze, ale to zawsze wszystko znajdzie i uporządkuje!

- Rozbawieni mieszkańcy dziecięcego pokoju  śmiali się wesoło, aż odechciało im się spać, więc zaczęli planować nowe zabawy na popołudnie. Czuli, że jak co dzień będzie wspaniale!

10 października, 2024

Bajka w przewodniku turystycznym (Pasjonackie bajki 4.)

- Halo, Halo! Tu Bzunia! Otwieram „Miodowy Skarbiec! Już można pędzić po smakołyki! Dziś otwarte do zachodu słońca!

Pracowita pszczółka była z siebie dumna, no, może - bardzo zadowolona. Lato okazało się upalne, kwiatów zatrzęsienie, więc spiżarnia i sklepik wypełniły się po brzegi. Na całą zimę wystarczy:)

- Muszę zostawić skrzyneczkę dżemu z purpurowych liści z pyłkiem lipowym dla pani mrówki i panien mrówczanek. Zawsze po niego przybiegają!  O, nadchodzi właśnie panna Hania! Ale czemu dźwiga plecak, wydaje się pełny i ciężki, gdzie zmieści słoje?

- Dzień dobry pani Bzuniu! Nie było tu jeszcze świerszcza Jana?

- No nie, ale zapraszam po dżem!

- Dziś, to nie dam rady. Skoro lato odeszło, ludzi mniej, nawet po grzyby rzadko przychodzą, a mrowisko przygotowane do zimy, to świetny czas, by wreszcie wyruszyć w jakąś podróż! Przyniosłam w plecaku wszystkie przewodniki po Lesie, które dostałam od Królowej! Będziemy je z Janem przeglądać. Przy jego muzyce wszystko wydaje się łatwe!

- Da radę grać i przeglądać? – zdziwiła się Bzunia.

- Pewnie, on wszystko potrafi.

- O, widzę Jana, jest bez plecaka! – ucieszyła się pszczółka.

Za Janem przyfrunął motyl Zenek. Bardzo rozemocjonowany. Przyczłapał też żuczek Marian i przyniósł album ze zdjęciami najdziwniejszych miejsc, jakie udało mu się zobaczyć. Po krótkiej naradzie, za zgodą pani Bzuni, usadowili się na dachu jej spiżarni wyglądającej zupełnie jak dorodny prawdziwek. Trzeba dodać, że solidna budowla złamała niejeden ząb leśnych żarłoków:) Pszczółka przyfrunęła ze słojem sosnowego miodu i zaczęło się oglądanie!

- Może wyruszymy do Wrzosowej Polany, tam jest ślicznie…  spójrzcie!- zaczęła Hania.

- Wrzosy słabo mi się kojarzą, kiedyś zaczepiłem nogą o jeden, przewróciłem się na grzbiet i gdyby nie przechodził tamtędy kuzyn, mój żuczkowy los… nawet nie chcę myśleć…

- Ja, ja wiem! - krzyknął Zenek. Wybierzmy się nad Liliowy Stawik. Tam jest tak uroczo! Zobaczcie sami! I pokazał wszystkim cudowne zdjęcia. – Możemy tam urządzić bal! Powiem świetlikom, żeby z nami poleciały!

- Nie przepadam za wodą… - mruknął Jan. Kiedyś zamoczyłem sobie skrzydełka i trzy dni spędziłem w łóżku. Co za męka! Dobrze, że obyło się bez przyjazdu Ważkowego Pogotowia! Na samo wspomnienie gubię rytm i plączę melodię…

- Pani Bzunia uśmiechnęła się nieśmiało. Pofrunęła po konfitury i suszone jagody dla podróżników, ale zanim je przyniosła, pogawędziła z Ziutkiem - mazurkiem, który przyleciał po ciasteczka z laskowymi orzechami… Nie mieli wątpliwości, że na przeglądaniu przewodników skończy się ta wielka narada:) Jednak byli w błędzie, bo na koniec odbyła się wielka sesja fotograficzna. Najlepszą modelką okazała się, oczywiście, mrówczanka Hania:)


29 września, 2024

Bajka w modrzewiowym domu (Telefoniczne bajki 7.)

- Ach, znowu się pomyliłam… Jaki to był numer… A! Już pamiętam! 11-XY-##-00! Tak! Sójka Celinka aż zatrzepotała z radości skrzydłami i rozłożyła swój wyjątkowy, błękitny ogonek.

- Pani Sowa? Nareszcie!

- Co tam, Celino? Czemu wydzwaniasz z samego rana?

- Musimy zwołać dziś naradę przy modrzewiowym domu! Koniecznie!

- O, chyba mamy już nowych mieszkańców? Tak? - ucieszyła się pani Sowa.

- Tak! Tak! Właśnie! Nareszcie!

No i się zaczęło… Po zachodzie słońca w Malachitowym Lesie rozdzwoniły się wszystkie telefony. Wieść o tym, że na polankę obok modrzewiowego domu przybędą wszystkie wróżki z dworu Kolorowej Królowej, no i że będą też E-Wróżka i El-Mag – zelektryzowała wszystkich.

Wiewiórki Basia i Kasia dzwoniły do siebie co kilka minut, w końcu postanowiły włożyć kożuszki wyszywane złotą nitką i naszyjniki z buczynowych orzeszków. Zające umówiły się, że na sygnał rozpoczęcia imprezy wyskoczą na środek i odtańczą zajęczy taniec radości. Nawet niedźwiedź Bartłomiej konsultował kilka razy oświetlenie sceny z Antonim jeleniem. Cały las brzęczał radosnymi dzwonkami.

Kiedy słońce ułożyło się wygodnie na wierzchołkach drzew, wszystko było gotowe. Szum wiatrowych rumaków uciszył zebranych, którzy w zachwycie obserwowali nieziemski orszak z królewskiego dworu sunący po zielonym dywanie z mchu. Odświętne stroje, unoszące się w powietrzu wzruszenie, radość, zaciekawienie i euforia migotały magicznie wraz ze światłem świetlików. Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca, na scenę sfrunęła pani Sowa.

- Kochani! – uciszyła machnięciem skrzydła rozemocjonowanych zebranych. Rozpoczynamy akcję „Modrzewiowy Dom”! Niech ludzie poczują się u nas jak w domu!

Na te słowa rozległy się brawa, calutka widownia rozbłysła światełkami telefonów, a zaraz po zajęczym tańcu obok pani Sowy stanął El-Mag i rzekł:

- Przygotowaliśmy z E-Wróżką dla nowych mieszkańców, jak zawsze, pakiet powitalny: ilekroć wyjdą przed dom, nadpłyną z Wiatrowej Wyspy orzeźwiające fale lekkich powiewów, potem promienie słońca zagrają w berka między gałązkami brzóz a wokół rozsnuje się woń fiołków z zieloną sosnową nutą. Dodaliśmy też brylantowe iskierki kropel rosy na kiściach dojrzałych jarzębin i purpurę błyszczących głogów. Ten niezwykły pokaz będzie uruchamiany przez dyżurujące ptaki za pomocą magicznego przycisku umieszczonego na wierzchołku dębu.

Wróżka Tysiąca Emocji, która stanęła bezszelestnie obok El-Maga, dodała:

- Ja, ukryłam wśród bursztynowych kwiatów wzruszenie, a spokój w szumie przelatujących ptaków. Nieustającą radość rozpięłam na świetlistych chmurkach strzegących modrzewiowego domostwa. Na koniec roztoczyła wokół cudowną tęczę przyjaźni i poczucie bliskości, więc szczęśliwi mieszkańcy lasu zaczęli tańczyć i śpiewać ulubione piosenki z kultowego repertuaru szpaka Szelki i  wilgi Leona.

Pani Sowa, nie przerywając zabawy, poleciła na wszelki wypadek wyświetlić na rozgwieżdżonym niebie alarmowy numer telefonu El-Maga.

Tylko myszka Sza nie była zadowolona. Złożyła już dawno u pani Sowy projekt „Z myszką - jak w dym!”. Pragnęła zamieszkać w uroczej norce wygryzionej pod schodami prowadzącymi na piętro modrzewiowego domu i wspólnie z nowymi mieszkańcami Malachitowego Lasu relaksować się na obszernej sofie, słuchając nagranych po mistrzowsku przez smoka Bibliotecznego - „Mysich opowieści”. Niestety, znowu się nie udało. Podobno Wróżka Tysiąca Emocji orzekła, że to projekt zbyt radykalny.

- A myślałam, że się przyjaźnimy… - ponura myśl wdarła się bez pytania do zawiedzionej mysiej główki i nie zamierzała się wynieść. Absolutnie.   


09 września, 2024

Bajka z grzybkami (Wakacyjne bajki 10.)

Lato królowało w najlepsze, ale drzewa któregoś ranka włożyły bardziej kolorowe sukienki. Sarenka Niunia zmarzła nawet trochę, wędrując rankiem do stawiku. Zatrzymała się przy domku zajączka Długie Uszko i przycupnęła na niewielkiej ławeczce ustawionej przy wejściu. Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem i Długie Uszko popędził jak strzała w kierunku wielkiego kamienia leżącego pod dębem przy głównym trakcie. Niunia ruszyła za nim i od razu zrobiło jej się ciepło.

- Dokąd tak pędzisz?

- Jak to dokąd? Babcia Kicusiowa powiedziała rano, że to już dziś!

- Ale co, dziś? – niecierpliwiła się Niunia.

- Jak to? Nie wiesz? No nadchodzą!

- Ale kto? No mów!

- Ojoj, przecież mówię! Nadchodzą posłańcy Pani Jesieni! Gdy już są, Lato wie, że pora pakować się do powrotu na Letnią Wyspę!

- Nie mogę z Tobą! Posłańcy? Jacy znowu posłańcy?  

- O popatrz, idą! Są! Baaaaabciu! Są! Długie Uszko wydzierał się wniebogłosy, więc cała rodzina Państwa Zajęcy wybiegła natychmiast przed dom.

- Mówiłam przecież, krzyknęła Babcia, że to dziś!

Niunia  oniemiała. Wzdłuż głównego traktu maszerowały GRZYBY! Przecudowne! Kolorowe i pachnące jej ukochanym lasem. Zaczęła machać radośnie razem ze wszystkimi do Borowików, Podgrzybków, Maślaków, Kurek, Gąsek, Kań i Muchomorów. A one wołały:

- Witamy! Jak dobrze wrócić do domu! – i kierowały się wprost do Brzozowego Zagajnika powiewającego na powitanie.  

- Do zobaczenia po zachodzie słońca na Sowiej Polanie! – krzyknęła rozemocjonowana Niunia, a Muchomor odkrzyknął:

- Przypilnuję ich! Będziemy na pewno!

I tak oto w lesie zamieszkała obok Lata odrobina nadciągającej nieuchronnie Jesieni z jej grzybami, żołędziami, kasztanami, kiściami jarzębin i smakowitymi orzechami.

- Czekacie już?

06 września, 2024

Bajka w Sowiej Szkółce (Wakacyjne bajki 9.)

Pani Sowa uwielbiała zachód słońca. Siadała przed drzwiami swojej dziupli, zamykała oczy i wygrzewała się w ciepłym blasku. Gdy tylko słońce niknęło za lasem, szykowała się do zajęć. Na polanie obok jej domu przez całe lato działała Sowia Szkółka. Każdy mógł wziąć udział w zajęciach, więc na polanie zbierały się tłumy. Każdego dnia pani Sowa wyświetlała film o niebezpieczeństwach czyhających na mieszańców lasu w lecie, a potem wszyscy dyskutowali, jak ich unikać. Na koniec dnia zajęć rozpoczynała się radosna zabawa w świetlikowym blasku, przy dźwiękach ptasich treli. Wszyscy to uwielbiali.

- Hej, pani Sowo! Wszystko gotowe! – zawołał podróżnik Ojejek i włączył nowoczesny projektor. Z dziobków i pyszczków zebranych wyrwały się okrzyki zdumienia. Na pierwszym slajdzie widoczne były kolorowe, okrągłe i podłużne przedmioty leżące pod krzakami paproci i na ścieżce, którą idzie się do stawu. Niektóre były dziwnie przezroczyste, z niektórych sączyła się jakiś ciecz, jeszcze inne przypominały strony Wielkiej Księgi Lasu, ale były zwinięte i pogniecione.

- Ja widziałem coś takiego! – zawołał mały zajączek Długie Uszko. I nawet leciutko polizałem tę wodę, była słodziutka i pyszna.

- O! Zawołała pani Sowa! I tego nie wolno robić! Nie wiadomo, jak długo takie rzeczy leżą w lesie, więc wszystko w ich środku może być nieświeże. A do tego jedzenie ludzi ma wiele dodatków, których nie możemy jeść! Zobaczcie! Ojejek przesunął slajd i ukazały się zdjęcia, które zrobił w czasie swoich podróży. Ludzie widoczni na nich przyrządzali jedzenie i sypali do niego różne dodatki. Białe, czarne i czerwone. Pani Sowa powiedziała, że dla leśnych stworzeń wszystkie one są szkodliwe, szczególnie sól, cukier i ostre przyprawy. Małe zajączki, sarenki i wilgi wyraźnie posmutniały. Nie wiedziały, że trzeba rzeczy pozostawione przez ludzi omijać z daleka.

- Moi kochani! - zawołała pani Sowa. Nasz przyjaciel Ojejek pomoże nam szybciutko posprzątać te wszystkie śmieci, żeby nasze maluchy nie ucierpiały. Bierzcie worki, rękawiczki i szczypce! Zaraz tu będzie bezpiecznie!

Robiło się już ciemno, więc świetliki oświetlały całą drogę do wodopoju, a i pan Księżyc pomagał jak mógł, a z nim wszystkie Gwiazdki. Nie minęło wiele czasu, a pękate worki ze śmieciami zostały złożone obok koszy, które ludzie ustawili na Piknikowej Polanie.

- Właściwie to nie rozumiem, czemu robimy to wieczorem, w dzień byłoby łatwiej. – zastanawiała się wiewiórka Basia.

- Naprawdę wyobrażasz sobie, że taszczymy worki śmieci na oczach zbierających grzyby ludzi? – zawołał Ojejek. Zaraz byłaby sensacja, a tak, rano ludzie pomyślą, że to ktoś z nich posprzątał i może zechcą zachować się podobnie.

- Ach, więc to taki podstęp! – wykrzyknęła kukułka Gienia.

- Rzeczywiście, tak to wygląda:) – uśmiechnął się Ojejek i pędem ruszył na Sowią Polanę, żeby przygotować wszystko do wieczornej zabawy. 

Gdybyście trafili w to magiczne miejsce, na pewno bawilibyście się świetnie przy śpiewie ptaków, akompaniamencie owadów i wesołym podśpiewywaniu podróżnika Ojejka. Moglibyście też wziąć udział w konkursie tańca, który ostatnio wygrali w pięknym stylu - Łoś Antoś i Sarenka Niunia. Oczywiście, już od teraz możecie naśladować uczniów Sowiej Szkółki i dbać o czystość miejsca, w którym wypoczywacie!  


24 sierpnia, 2024

Bajka upalna (Wakacyjne bajki 8.)

Było samo południe. Kawka Pianka sfrunęła na pożółkły przedwcześnie, ledwo dyszący trawnik i spojrzała na ulicę. Nie było deszczu, a asfalt parował! – Co jest? – zdziwiła się całkiem serio. Z tego gorąca w oczach mi coś … nie tego…? Ruszyła wolnym krokiem ku drodze, chociaż wiedziała od mamy, że to słaby pomysł, ale ciekawość zwyciężyła. Gdy tylko postawiła jedną łapkę na krawężniku … - Ajaj! Parzy! - wrzasnęła aż stado srok poderwało się do lotu. Zerknęła jeszcze raz i wyraźnie dostrzegła falujące pasma przezroczystego czegoś. Było dziwnie cicho, świat tańczył, a spokój i pustka trochę przerażały. - To wszystko z gorąca, dość eksperymentów, muszę się natychmiast ochłodzić, no i poszukać wszystkich, a może, o zgrozo, już się rozpłynęli zupełnie? Odpędziła tę natrętną myśl, wzbiła się w powietrze i po chwili dostrzegła nieopodal szumiącą osiedlową fontannę. Wylądowała zbyt gwałtownie na dość szerokim, kamiennym obrzeżu i znowu wrzasnęła, bo ono parzyło tak samo jak asfalt. Zszokowana wskoczyła do wody, otrzepała piórka, zanurzyła dziobek… - Ale miło… tego mi było trzeba… Woda była wprawdzie trochę za ciepła, ale nie można mieć wszystkiego! Kąpiel szła w najlepsze! Po dobrej chwili orzeźwiona poczłapała w szuwary obrastające fontannę i zaczęła czyścić piórka. Schyliła głowę i wtedy dostrzegła pod kępą traw panią Żabkę, która wachlowała się liściem mniszka. - Chyba jest zbyt sucha, jak na żabę… - zamyśliła się Pianka. Zerknęła w górę, a tam, w zwiniętych listkach lilii tygrysiej dostrzegła rodzinę pajączków, które zdążyły już zamontować wokół cienistego miejsca swoje sieci. W głębi, na pniu rosnącego pod murem cisu przycupnęły muchy i gdyby nie to, że od czasu do czasu podfruwały i cicho brzęczały, nikt nie zauważyłaby ich na pewno. – A gdzie ptaki? Też znalazły kryjówki? I nie pochwaliły się? – myślała w popłochu.

- Ej, Pianka! Dawaj do nas! Fajne wietrzenie tu mamy:) Gdzie byłaś, szukaliśmy cię!

- Ja? Ja widziałam coś strasznego! Cały świat faluje, chyba zaraz się rozpłynie! I co my teraz zrobimy? – darła się z dołu podróżniczka.

- Oj tam, oj tam… zwykły upał, gorące powietrze unosi się w górę i wydaje ci się, że świat płynie… Nie słuchało się na lekcjach pana Kruka?

- Ja… No, ja… Ja akurat na jego lekcjach musiałam ratować małe robaczki, które zagubiły się w trawie… I muchy… i …

Głośny śmiech kawek rozdarł powietrze i sprawił, że cały ptasi, płazi, no i owadzi świat wystrzelił w górę, ale po chwili wszyscy wrócili do swoich kryjówek, nawet nie trzeba było nic mówić, konfabulacje Pianki były przecież legendarne:)

– Nic się nie bój, z nami nie zginiesz, no dalej! – popisywał się jej kolega Dziubuś.

Pianka usadowiła się obok przyjaciół, ale do końca dnia strzelała fochy, bo wydawało jej się, że o tej kompromitacji to już nigdy nie dadzą jej zapomnieć. A wszystko przez ten upał!

12 sierpnia, 2024

Bajka w podróży (Wakacyjne bajki 7)



Lato panowało w najlepsze. Rozwijało kwiaty, pachniało, powiewało i bujało się na huśtawce. Sprawiało, że wszyscy byli w ruchu i byli szczęśliwi! Ojoj, chyba jednak nie wszyscy! Zdecydowanie – nie! Lato zerkało kątem oka na kolorowe panny Kamieniczki widoczne po drugiej stronie rzeki. Patrzyło, jak odbijały się w wodzie, błyszczały, falowały lekko i wyglądały po prostu uroczo. Czy mogły nie być szczęśliwe? Chyba mogły… Spoglądały skrzydłami okien w dół i wcale nie błyskały radośnie.

- Co robić? – szepnęło Lato całkiem do siebie, zupełnie zbite z tropu, bo przecież chciało uszczęśliwić wszystkich.

- No jak to, co? To oczywiste! – zawołała zabawna postać w oryginalnych turkusowych trampkach i w słomianym kapeluszu.

- Kim jesteś? – zapytało zdumione Lato.

- Ja? Naprawdę nie wiesz?! Jestem Bajką w podróży!

- Aaaaa, no to wszystko jasne! Jaki masz pomysł? Przecież nie wyczarujemy Kamieniczkom nóg i plecaków, bo z miasteczka zostałyby fundamenty!

- No pewnie, że nie. Tyle czasu stoją w jednym miejscu, że sama nauka chodzenia potrwałaby do przyszłej wiosny!

- To fakt! Więc co robimy?

- Zatrudnimy specjalnych korespondentów podróżnych!

- Ludzi chcesz w to mieszać? Słabo to widzę!

- Gdzież tam ludzi! Chyba by nie zrozumieli…

- No to kogo... - Lato przerwało, podniosło głowę i zdumiało się. Słońce świeciło przecież w najlepsze, na niebie ani chmurki, a wszystko nagle pociemniało.

- Szanowne Lato, przedstawiam Wakacyjne Cienie Podróżne!

- A witam, witam! Co u Was? I jak możecie pomóc?

- Ja opowiem! – wyrwała się Bajka.

- Niech one mówią! Ogarnij się! – Lato skarciło Bajkę, ale nie mogło ukryć radosnego uśmiechu.

Docenione przez Lato Cienie zbiły się w gładki kłębek. Najgłębszy z nich przemówił:

- Kiedy Słońce będzie biegło po niebie i my pobiegniemy z dachów kamieniczek na sam koniec miasta. Wrócimy razem ze Zmierzchem na wszystkie uliczki i opowiemy pannom Kamieniczkom, co widziałyśmy. Zapytamy też, co mamy zaobserwować następnego dnia!

- To świetny plan! Do dzieła!

Od tego dnia wieczorami słychać w każdym miasteczku wesołe szepty, śmiechy i nawet pokrzykiwania, jakby echo rozmawiało samo ze sobą. A to właśnie Cienie i Kamieniczki rozprawiają o wszystkim, co się właśnie zdarzyło. Ostatnio nawet Ptaki zaczęły wtrącać do opowieści swoje trzy ziarnka:), bo przecież podróżują dalej niż Cienie, więc mają mnóstwo ciekawostek do wyśpiewania:)

A Lato buja się jak co dzień, zerka ciekawie spod oka na złote błyski radosnych Kamieniczek i niczego mu więcej do szczęścia nie trzeba.

18 lipca, 2024

Bajka w koszyku z jabłkami (Wakacyjne bajki 6.)



Lato bujało się od rana w hamaku. Obserwowało płynące po niebie obłoczki i machało do nich gałązkami pobliskiej brzozy. Kiedy nadpływała chmurka w kształcie delfina lub wieloryba zmieniało się w lekki podmuch wiatru i płynęło na jej grzbiecie po niebie niczym mazurska żaglówka. Było magicznie!

I nagle!:)

Tak, bez „I nagle!” nie ma żadnej opowieści…

Więc: I nagle rozległo się: - Łup! I znowu: - Łup! - Łup!

Lato nie było przygotowane na żadne ŁUP! Miało umowę z E-Wróżką, że hamakowego tygodnia nie zmącą żadne grzmoty, ulewy, grady ani nawet mżawki! Więc co się dzieje? Chcąc, nie chcąc popłynęło w kierunku dziwnych hałasów i po chwili zniecierpliwienie zamieniło się w kolejny letni zachwyt!

- Cześć! – Hej! – Hejka! - Siema! - O, witamy! - Dzień dobry! – Kim jesteś?

- Ja… ja, to chyba oczywiste, ja jestem LATO! A wy co robicie? I czemu tak głośno?

- Głośno? - Za głośno? – Ojoj, przepraszamy! – Ale to takie mega, że z radości zapominałyśmy o hałasach!

- A to przypadkiem nie za wcześnie na wasze skoki? Jest dopiero połowa lipca! Do jesieni daleko! Chyba nie jesteście wystarczająco gotowe!

- Ależ jesteśmy! Pilotujemy nowy sezon! Mamy wystarczająco złocisty kolor i słodki smak, i chrupkość, żeby pacać w trawę i hopsać do koszyków!

- Rzeczywiście… Trudno zaprzeczyć… Ale leżenie w trawie chyba nie jest najzdrowsze?

- No nie. Masz rację… Nie martw się o nas, bo… O! O tam! Tam patrz!

Lato spojrzało TAM, ale nic nie dostrzegło, bo promienie słońca jak roleta przesłoniły mu widok. Po chwili jednak usłyszało znajomy świst…

Tak! To ona! To wróżka Niu i Kolorowa Królowa z całym dworem! Zanim lato zdążyło ułożyć zgrabne powitanie, nadpływająca wróżka bez zbędnych wstępów oznajmiła:

- Jesteśmy! Pora rozpocząć nowy koszykowy sezon! Zgrabnie skinęła w kierunku orszaku i przywołała wilgę Leona, który natychmiast przyfrunął z wielkim koszem!

- Moje kochane, zapraszam!

Lato spojrzało w kierunku przycupniętych w trawie bohaterów imprezy i nie mogło uwierzyć, że zapomniało o tym corocznym ceremoniale.

– Chyba się starzeję…

Szybko odpędziło tę jesienną myśl i z zachwytem obserwowało, jak błyszczące w słońcu, dorodne, pachnące bajecznie, pierwsze w tym sezonie JABŁKA płyną z gracją w kierunku kosza, wypełniają go po brzegi i niczym w gondoli odpływają w kierunku pobliskiego domu Ziemian żegnane wesołymi okrzykami wszystkich zebranych.

Potem było już tylko lepiej:) Lato rozwiesiło wśród drzew kolejne hamaki, napełniło szklanki porzeczkowym sokiem i dało znak, by kwartet świerszczy rozpoczął koncert.

Znów było spokojnie, chmurki płynęły po niebie zupełnie jak w familijnym filmie, wróżki rozpylały zapach szczęścia no i lodów czekoladowych z wanilią…

Znacie ten stan, prawda?

02 lipca, 2024

Bajka z siatką na motyle (Wakacyjne bajki 5.)



Słońce świeciło w sam raz. Wiaterek głaskał gałązki drzew i płatki kwiatów. Motyle płynęły jak statki gdzieś na horyzoncie. Lekko spływały z chmurki na chmurkę. Trzeba było leżeć wygodnie w trawie, żeby móc je podziwiać. Wróżka Niu obserwowała je od rana, a one obsypywały jej suknię kolorowym pyłem. Świerszcze cykały tak słodko, że aż! Było magicznie…

I nagle!

- Co to? Kto to? Co teraz? – przeraziły się motyle i rozpierzchły się nad łąką, bo hałas potężniał.

- Tup! Tup! Tup!

- MOTYLE! MOTYLE!

- Tup! Tup! Tup!

- ILE ICH!

- ŁAPMY JE!

- Tup! Tup! Tup!

- MASZ SŁOIK?

- RÓB ZAMACH!

- Tup! Tup! Tup!

- TA SIATKA JEST JAKŚ DZIURAWA CZY JAK?

Wróżka Niu rozpostarła skrzydła, wzbiła się w górę, przysiadła na najwyższym liściu dziewanny i spojrzała na swoją Motylową Łąkę.

- Słoik na motyle?! No co to, to już nie! Hej, E! – zawołała donośnie, całkiem niewróżkowo.

- Co to? - Grzmi?  Przecież świeci słońce! - Cały dzień miała być pogoda! – przekrzykiwały się dzieci.

W jednej chwili pociemniało, chmury spłynęły nisko nad ziemię i dał się słyszeć galop pędzących gości z Wiatrowej Wyspy. Niu dostrzegła zaprzęg E-Wróżki.

- Cześć Niu! Co tam?

- Mam tu takich bohaterów, którzy chcą wyłapać motyle i wpakować je do szklanych słoików!

- O, to coś w sam raz dla mnie! – roześmiała się E-Wróżka i w tej samej chwili błysnęło, potem rozległ się grzmot, a na koniec lunął rzęsisty deszcz. Na szczęście motyle zdążyły się już ukryć w bezpiecznych kryjówkach.

- Uważaj! -  zawołała Niu, żeby dzieci się za bardzo nie przestraszyły!

- Jasne, ale ciepły letni deszczyk im nie zaszkodzi, roześmiała się E i rozpyliła wokół miliony kryształowych kropli.

- Ej, zgubiłem gdzieś słoik! I siatka zniknęła zupełnie jak zaczarowana! – przekrzykiwały się dzieci!

- Ale okropny dzień!

-  Ohydny!

- Najgorszy!

Wróżki spojrzały na siebie, uśmiechnęły się i delikatnie rozpostarły na niebie cudowną tęczę… letni deszczyk kropił, słoneczko świeciło. Cały  świat błyszczał i mienił się jak skarby piratów w wielkiej skrzyni.

- Ale czad…

- No, ekstra…

- Ja nie mogę…

- Ach!

- Super!

- Mega!

Dzieci zaczęły biegać, śmiać się, strząsać na siebie ciepłe kropelki deszczu z gałązek wysokich traw. W jednej chwili zapomniały o łowieni motyli.

Deszczyk szumiał, wróżki rozsnuły w powietrzu cudowny letni zapach maciejki i groszku. Zaczarowana suknia Niu i peleryna jej przyjaciółki falowały na wietrze i migotały jak promyki słońca przeświecające przez gęstwinę liści. W końcu deszcz ustał i motyle przyłączyły się do tańca wróżek. Dzieci od razu je dostrzegły.

- Patrzcie! Są!

- O tam! W górze!

- MOTYYYLE!

- Wyglądają na szczęśliwe!

- I są takie piękne!

- Nigdy nie widziałam ich tylu naraz!

- Chyba tańczą!

- No co ty! Motyle nie tańczą! Co najwyżej kołują, bujają się, płyną… czy coś…

Niu spojrzała w dół zadziwiona.

- Tyle prób, taka choreografia, a oni widzą tylko bujanie i kołowanie? No nie mogę! Ach, ci ludzie…

23 kwietnia, 2024

Bajka w gnieździe (Wiosenne bajki 4.)

   Państwo Świergotkowie wracali właśnie ze spotkania u pani Sowy. Byli niezwykle poruszeni wieściami, które przyniosła Jaskółka Bonia. W drodze do domu pan Świergotek rozmyślał na głos:

- A może rzeczywiście byłoby wygodniej nie budować gniazda, tylko zająć takie zawieszone przez ludzi. Bonia przysięgała, że są piękne, kolorowe i czasem mają nawet wygląd ludzkich domów! Mój Boże, czego ci ludzie nie wymyślą!

- Dajże spokój, Gotuś, nie ma nic piękniejszego niż budowanie własnego gniazdka! Widziałeś kiedy wygodniejsze od naszego?

Pan Gotuś miał już obmyśloną odpowiedź, ale wtedy właśnie, nie wiadomo skąd, pojawił się pan Kukułka. Wydawał się poruszony.

- No i co tam u pani Sowy? Jakie wieści? Ajaj, spóźniłem się znowu!

- O, właściwie to było coś w sam raz dla was. Skoro nie budujecie swojego gniazda, moglibyście zamieszkać w mieście, gdzie są domki dla ptaków zbudowane przez ludzi! Tak, to naprawdę w sam raz dla was!

- Racja, Wierciu, że też o tym nie pomyślałem! To doskonały pomysł!  Co pan na to?

- Czy ja wiem, trudno tak zmienić przyzwyczajenia, no i las kochamy najbardziej… - jąkał się pan Kukułka, zerkając w kierunku zagajnika, z którego po chwili wyleciała jak z procy pani Kukułkowa i dołączyła do towarzystwa.

-Witam, co to za wieści niesiecie? – zapytała wesoło.

- Ach, to już mąż pani powie, my spieszymy do naszych skarbów! Niedługo się wyklują!

- To nie przeszkadzamy, powodzenia! – zawołała pani Zazula Kukułkowa, patrząc za odlatującymi.

- No i jak, udało się? – zapytał niecierpliwie pan Ulek, gdy tylko zostali sami.

- Ależ jak zawsze! Nasze ostatnie jajo złożyłam w ich gnieździe!

- Może pora na jakąś zmianę, państwo Pliszkowie też są bardzo mili, i państwo Piegżowie, i Kopciuszkowie… A ty tylko Świergotkowie i Świergotkowie…

- Nie marudź, przecież i ty i ja wychowaliśmy się w świergotkowych gniazdach i nawet piórko nam z głowy nie spadło… Nie ma co eksperymentować, to nasza rodzinna tradycja…

Byli już blisko Polany Narad, gdy usłyszeli  spokojny głos pani Sowy.

- W tym roku stawiamy na piękno! Szukamy najpiękniejszego gniazda w naszym Rozlewisku. Zgłaszajcie swoje kandydatury. Jutro spotkamy się wieczorem i ogłosimy werdykt. Jurorami będą państwo Kukułkowie, którzy nie budują gniazda, więc zapewne zachowają obiektywizm. Zgoda?

- Zaskoczeni Kukułkowie przytaknęli natychmiast, żeby nie budzić jakichkolwiek podejrzeń. Ktoś mógłby pomyśleć, że będą zazdrościć pięknych siedzib innym ptakom, więc wybiorą najbrzydsze, czy coś… Albo jeszcze gorzej, na przykład, że mają coś do ukrycia...

- Dziękuję bardzo, pomogę w analizowaniu zgłoszonych projektów, zaoferowała się pani Sowa, a Zazula i Ulek przyjęli tę ofertę z ulgą.

   Następnego dnia panował ogromny harmider. Furgotały skrzydła, plątało się świergotanie a całą Szafirową Dolinę wypełniała prawdziwa radość. Co tam radość! Euforia po prostu! Gdy zapadł zmierzch, Polanę Narad otulił bursztynowy blask świetlików  przetykany srebrnymi pasmami księżycowej poświaty. Było naprawdę magicznie… Cały skrzydlaty świat Rozlewiska tu był! Wszyscy zajęli spokojnie wygodne miejsca i wtedy przemówiła pani Sowa.

- Nie wiem, od czego zacząć… Dziś wydarzyło się coś niezwykłego i bardzo pięknego. Posłuchajcie tylko. Oto werdykt państwa Kukułków.

Pani Zazula drżącym głosem odczytała:

Szafirowa Dolina, wiosna

Werdykt Wiosennego Konkursu na najpiękniejsze gniazdo Szafirowej Doliny 

w Ptasim Rozlewisku

   Do Konkursu zgłoszono zgodnie z przyjętymi zasadami aż 8 przepięknych gniazd. Niektóre z nich usytuowane są poza naszą Doliną, ale ich mieszkańcy spędzają tutaj całe dnie, poszukując pożywienia i uczestnicząc aktywnie w życiu ptasiej społeczności, więc takie zgłoszenia również przyjęliśmy.

 Oto lista zgłoszeń w kolejności alfabetycznej

gniazdo bocianów – majestatyczne, stworzone na wysokim pniu uschniętego drzewa, wielowarstwowe i potężne,  punkt orientacyjny dla wszystkich   zbłąkanych;

 gniazdo jaskółek – pieczołowicie zbudowane pod dachem ludzkiej siedziby, gładkie i lśniące jak rzeźba, kawałek Szafirowej Doliny w świecie ludzi;

 gniazdo kaczek – ukryte w trawie jak skarb, płaskie jak twarz księżyca, wykończone miękkim puchem, komfortowe;

 gniazdo sowy – lokum nie z tego świata, doskonale wyposażana dziupla, elegancka, z widokiem, centrum naszego świata;

 gniazdo szpaków – gniazdo w budce lęgowej zawieszonej przez ludzi, mięciutko wymoszczone, egzotyczne, tajemnicze, bardzo nowoczesne;

 gniazdo remizów – zawieszone jak księżyc na niebie, wyhaftowane jak nasz staw o zachodzie słońca, dzieło sztuki samo w sobie;

 gniazdo wilg – ukryte wśród liści wierzchołka drzewa, uplecione misternie jak koszyczek na grzyby, stanowiące jedność z gałęziami;

 gniazdo żurawi – prawdziwe siedlisko, solidnie osadzone na ziemi jak na żurawi dom przystało, pachnące szczęściem, proste - więc piękne.

Każda ze zgłoszonych siedzib jest niepowtarzalna i na swój sposób piękna, szczególnie dzięki temu, że idealnie pasuje do gospodarzy. W tej sytuacji nie widzimy innego wyjścia niż przyznanie 8 równorzędnych nagród! Piękno ma różne oblicza a nam wszystkie one przypadły do gustu. (No i pani Sowa się zgodziła…)

                                                Podpisano: Zazula i Ulek Kukułkowie  

Przez chwilę panowała cisza, a potem wybuchł entuzjazm. Ptaki ruszyły w tan radości. Fruwały, podskakiwały, dreptały, kręciły piruety, szybowały, zataczały koła, nurkowały i przy tym wesoło śpiewały tak, jak umiały najpiękniej.

A państwo Kukułkowie? O, na chwilę odetchnęli z ulgą, bo wszyscy ich uwielbiali. Ale najlepsze jest to, że oni naprawdę zachwycili się tymi wszystkimi siedzibami:)