20 listopada, 2025

Bajka jesiennych drzew (Jesienne bajki 13.)


Od rana panowało zamieszanie. Wraz z jesiennym wichrem przyleciały na Wzgórze Dwóch Dębów liście wprost z miejskiego parku. Natychmiast otoczyła je chmara ptaków, miejscowych liści i bladych przebłysków słońca.

- No co tam, panowie? – zapytał grzecznie Dąb Kwerk.

- Armagedon po prostu, panie Kwerku. Armagedon. Uciekamy, gdzie możemy. Kto nie zdąży odlecieć, obowiązkowo wyjeżdża na Jesienną Wyspę. Niby bilety darmowe, luksusy, ale każdy z nas by chciał zobaczyć zimę w domu. No nie?

- Ma się rozumieć, że tak. Moje liście na zimę łączą się w cieplutką puszystą kołderkę i śpią spokojnie pod moją opieką aż do wiosny. A z nimi jeże, owady, a czasem to i wróżki:) - i Kewrk roześmiał się serdecznie.

- A czy my możemy dołączyć?

- Prosimy…

- Ależ oczywiście, wtrącił się Dąb Fagacek, zapraszamy!

Na te słowa liście zawirowały i łagodnie wylądowały wśród krewnych u stóp gościnnych dębów. W tej samej chwili szum wiatru wzmógł się nieco i na wzgórzu pojawiła się wróżka Niu…

- Ach, widzę, że jestem w samą porę! Mam mnóstwo nowych bajek to opowiedzenia i przysmaki od Kolorowej Królowej. A… no i gości przyprowadziłam:) – uśmiechnęła się cieplutko i postawiła na ziemi wiklinowy kosz z rodzinką Jeży. Maluchy od razu pobiegły szukać najlepszych miejscówek w nowym liściowym domu.

Zanim zapadła noc, wszyscy byli rozlokowani. Wiatr odleciał. Ptaki posnęły w gałęziach drzew, a Wielka Księga Bajek niecierpliwie przewracała strony, bo była bardzo ciekawa, która opowieść najbardziej się spodoba w tym roku.

06 października, 2025

Bajka na łączce (Pieskowe bajki 2.)


Widział ktoś podobne rzeczy? To okropne! Kociaste po prostu! Żebym nie mógł z moją dziewczynką poszaleć na placu zabaw? Czemuż to? Pies w torbie na ławce! Koniec świata! Tkwię w tej torbie jak jakiś pluszak i patrzę, a moja Nati biega, huśta się, buduje z piasku zamek! A ja co? Przecież to ja umiem wykopywać najlepszy piasek na zamki! No i te ptaszydła! Siedzą na płocie, na gałęziach drzew i śmieją się w głos! 
- Patrzcie! Q siedzi w torbie! Jak kalafior jakiś! Ach, jak ja ich nie cierpię!  
Sytuację ratuje łączka. Tam możemy biegać razem. Ja i Nati! Szkoda, że moja ludźka z nami nie biega... Chyba lubi tylko spacerować. Rzucać piłkę... No i kilka innych fajnych rzeczy by się znalazło, ale to jednak nie to, co bieganie!

Kiedy wracamy do domu, jestem wykończony! Padam gdzie się da. Czasem nawet nie bardzo chcę pozwolić na umycie łap, bo to bardzo męczące i jakby strata czasu... Absolutnie! No a ja muszę bez przerwy wszystkiego pilnować. Zajmuję takie miejsce, z którego wszystko widzę i w razie czego, mogę ruszyć na ratunek komu trzeba. Jestem przecież Q - Wszechmocny Pies do Zadań Specjalnych!

24 września, 2025

Bajka pewnych łap (Pieskowe bajki 1.)


Normalnie uwielbiam, gdy wychodzimy z domu. Świat jest wielki. Wszystko się rusza, szumi, pędzi i robi inne fajne rzeczy, choć nie bardzo wiem, po co. Za to wiem, czym są zapachy. Ach, są po prostu Qiusiowymi przyjemnościami. Bo Q – to JA! A cały świat pachnie dla mnie psiejsko i tak po prostu, że nie wiem co!

Najbardziej lubię te słodkie, falujące w powietrzu jak moje futro. Płyną do mnie, owijają mnie jak puch z mojej poduchy… (wiem, bo ją ostatnio poszarpałem troszkę…). Na końcu tego zapachu jest zawsze jakaś miła pieska, merdająca ogonkiem, po prostu - przyjaciółka. Zawsze w rozmiarze mniejszym niż ludziowy, więc dla mnie w sam raz, choć czasem muszę podskoczyć, żeby ocenić sytuację…

No i muszę zdradzić wam tajemnicę. Moja ludźka ukrywa dla mnie w trawie różne niespodzianki, a to kość, a to papierek, a to znowu patyczek… Zachwyca mnie to:) Ale ludzie są dziwni jednak. Najpierw tak się natrudzi, żeby przygotować mi te niespodzianki, a jak już je znajdę, to natychmiast chce mi je odebrać, więc ja nic, pełna powaga, trzymam swój skarb w pyszczku i nie oddaję. Chcę jej zrobić przyjemność. I tak się bawimy na każdym spacerze, no chyba że akurat nic nie zdążyła ukryć…

Czasem myślę, jak sobie radziła beze mnie? Kto ją prowadził do domu? Przecież to ja wskazuję jej drogę, zawracam, gdy skręci w dziwną uliczkę, szczekam, gdy zabłądzi do obcego domu i żeby z niego wyjść, musi coś wziąć z półki i jeszcze oddać za to parę błyszczących cosiów z kieszeni… Ludzie są dziwni… na serio! Całe szczęście, że ma mnie. Ze mną nie zginie! Narka! Lecę ratować sytuację!

04 września, 2025

Bajka brzoskwiniowych orzeszków (Ciasteczkowe bajki 14.)


Tego po prostu nie da się opisać. Już dawno nie było takiego zamieszania na Archipelagu Szafirowego Jeziora. Poszło o CIASTECZKA. Tak! Ciasteczka. A wszystko przez E-Wróżkę, która odwiedziła Kwiecistą Wyspę i przywiozła w prezencie pudełko wypełnione po brzegi pachnącymi, smakowitymi ciasteczkami.

-Cóż to? Zapytał zaciekawiony Malachitowy Król i już stał z talerzykiem obok E-Wróżki. Właśnie wchodził Kuchmistrz Milander Śmietanko, żeby pięknie podać sprezentowane łakocie, gdy padły słowa E:

- Takich Brzoskwiniowych Orzeszków nikt na świecie nie jest w stanie zrobić, te wygrały Światowy Konkurs Owocowych Wypieków! Na pewno uznacie je za godne królewskiego podniebienia!

Milander zbladł. Zastygł bez ruchu, a gdy owiał go słodki zapach smakołyków, do oczu napłynęły mu łzy. Kuchcik Miniuś natychmiast podsunął szefowi fotel w kwiatki, a sama Królowa podała mu szklankę wody.

- Co się stało Milandrze?

- Ach, to ten brzoskwiniowy zapach tak mi zakręcił w głowie… Dziewczyno, zatrudniam Cię w mojej kuchni! Natychmiast! Wiem, jesteś Wróżką, ale to tylko nam pomoże…

E- Wróżka grzecznie odmówiła i wtedy w pudle z ciasteczkami zawrzało!

- My chcemy do królewskiej kuchni! Tam jest nasze miejsce! Musisz tu z nami zostać! Każdego dnia będziemy się piec na nowo w królewskim piekarniku, a Ty zrobisz nam cudowne słodkie sukienki!  

- Ależ, drogie Orzeszki, ja nie mogę, mam swoje obowiązki, zajmuję się przecież pogodą!

- No tak, pogodą… - powtórzył Milander. – Wiem, zorganizujmy chociaż Ciasteczkowe Środy ! Będziesz nas odwiedzać raz w tygodniu i wypiekać orzeszki, kasztanki, chmurki, tęcze, gwiazdki śnieżne …

- Hola, hola panie Kuchmistrzu! – zawołała ubawiona Kolorowa Królowa. Orzeszki łypnęły na nią każdym okiem i zaczęły się przeciskać na sam wierzch, żeby, oczywiście, wiedzieć co i jak. – Chyba przejąłeś rządy na naszej wyspie! Ale spokojnie! Masz rację, raz w tygodniu, E-Wróżka może pokropić deszczem, powiać wietrzykiem i spędzić z nami słodki wieczór.

- No mega! – Ekstra! - Wypas! - wołały Orzeszki z entuzjazmem, a cały magiczny świat, który nadstawiał ucha, wiwatował w najlepsze. Smoki od razu przysłały listonosza - Smoka Paczusia z depeszą, że bardzo chętnie włączą się w Smoczą Ciasteczkową Środę. Po chwili cały pokój pocztowy wypełnił się depeszami z całego Archipelagu. Wszyscy chcieli mieć swoją Ciasteczkową Środę.

Tylko Miniuś przysiadł przy drzwiach i rozmyślał: - No czemu środa? A nie piątek lub sobota? Ale nikt inny nie miał z tym problemu. E-Wróżka rozsyłała magicznym zaklęciem wciąż nowe pudła ciasteczek nawet w najdalsze zakątki Archipelagu. O tego dnia stała się też dla wszystkich Bajkan Ciasteczkową Wróżką.

Sprawdźcie, czy w Waszym pokoju nie pojawiła się jakaś słodka przesyłka:)

19 sierpnia, 2025

Bajka w blasku księżyca (Wakacyjne bajki 11.)

Bajka zsunęła z nóg sandały i pozwoliła im opaść na ciepłą od słońca trawę. Spojrzała na majaczący w oddali Most, który na tle wieczornego nieba błyszczał ciepłym, czekoladowym blaskiem. Księżyc rozpiął właśnie swoje światło na jego smukłych przęsłach i kołysał się wśród miękkich chmurek, głaszcząc stopami gładkie lustro rzeki. Gdy dostrzegł odpoczywającą w ogrodzie Bajkę, zwinął blask w trąbkę i zawołał:

- Pani Bajko, jak tam? Letnie skarby zebrane?

- Ach tak! – odkrzyknęła Bajka. – Opalenizna jest! Wspomnienia są! Nowe przyjaźnie zawarte! Księga Bajek pełna nowych pomysłów! Jest po prostu idealnie!

- O! To doskonale! A nie żal pani odchodzącego Lata?

- Ależ skąd! Przecież u mnie może być każda pora roku w dowolnej chwili! Zaraz na herbatkę wpadną właśnie pani Wiosna z panią Jesienią. Upiekłam nawet jagodzianki na tę okazję! Czekam też na pana!

Księżyc natychmiast skorzystał z zaproszenia. Po srebrzystej zjeżdżalni blasku spłynął na magiczny Most, a z niego wprost do ogrodu Bajki i usadowił się w hamaku. Wieczorny wiaterek lekko go kołysał, jagodzianki smakowały wybornie, a pani Bajka snuła uroczą opowieść o swoim nowym przyjacielu Kju. Oczywiście, przemiły pan Most też dostał jagodziankę i arbuzową lemoniadę, więc z zadowolenia lekko się kołysał, jak nauczył go wujek Zwodzony:)

22 maja, 2025

Bajka sukienek lekkich jak puch (Wiosenne bajki 6.)


Pani Wiosna rozgościła się na dobre. Cały świat pachniał i szumiał. Ptaki dawały niekończące się koncerty. Wszystko było zaplanowane i ustalone, o każdej godzinie dyżurował inny śpiewak. Czasem słychać było solo Szpaka, czasem jego duet z panią Wilgą, a zdarzało się, że cały ptasi chór świergotał w najlepsze.  Te cudowne trele ustawały nieco, gdy przylatywali goście z Wiatrowej Wyspy i zapowiadali zbliżający się deszcz. Ludzie wyciągali wtedy kolorowe parasole, dzieci wkładały kalosze i czekały na kałuże, do których można by było wskoczyć. Ale dało się też słyszeć narzekania nadąsanych kwitnących drzew.

- Jak to? Znowu będzie padać? A moja suknia jest teraz właśnie najpiękniejsza! Bladoróżowa! Jak puch po prostu! I ma się zmarnować? – prawie płakała Panna Wisienka.

- Ja protestuję! Ja się tak nie bawię! – wykrzykiwała Pani Jabłoń i machała najmłodszymi gałązkami jak szalona.

- Spokojnie dziewczyny. – wtrącił się Pan Kasztanowiec. – Z tych nerwów same sobie te piękne suknie poniszczycie!

- A Pan się nie martwi, Panie Kasztanowcu? – zdziwiła się Panna Wisienka. – Przecież Pan też ma piękny kwiatowy garnitur.

- Nie, nie martwię się. Ja nawet czekam na ten deszcz i wiatr. Już się nie mogę doczekać, kiedy kwiaty opadną i pojawią się moje piękne, kolczaste skarby. A wy nie czekacie na dorodne wisienki i jabłuszka.

- Czekamy, czekamy, ale sukni szkoda! – wymamrotała Pani Jabłoń.

- Mam pomysł! – zawołał Szpak Pituś, który mieszkał w domku u Pana Kasztanowca. – Zaprośmy wróżkę Niu, zrobi wam magiczną sesję zdjęciową i do następnej zimy będziecie mogły oglądać swoje kwiatowe suknie do woli.

- Mówisz i masz! – rozległ się niespodziewanie nie wiadomo skąd radosny głos wróżki.

- Ooooo! – zakrzyknęły panie. – A niech mnie! – dołączył Pan Kasztanowiec. Toż to wróżka Niu! Skąd wiedziałaś, że cię potrzebujemy! – zapytał zdumiony Pituś.

- Cóż to za pytanie! Jestem wróżką! Wiem wszystko! Zakrzyknęła wesoło Niu i unosząc się w powietrzu, zaczęła fotografować falujące lekko jak puch, cudowne wprost suknie Wisienki i Jabłoni. Nie zapomniała też o Kasztanowcu.

- A teraz lekko kołyszemy gałązkami! Huri - lekki powiew prosimy! - pokrzykiwała Niu. Mały wiaterek okrążał więc drzewa i sprawiał, że kwiatowe suknie falowały cudownie, błyszczały i lśniły w słońcu nieziemsko. Pan Kasztanowiec prostował się, prezentował butonierkę z kiściami stożkowatych kwiatów, a nawet zawadiacko zarzucił jedną gałąź na czoło i wydał się wszystkim tak przystojny, jak jakiś muszkieter w kapeluszu z piórami!

Ach, co to była za sesja! Wszystkie okoliczne drzewa też chciały takich zdjęć, więc wróżka miała pełne ręce roboty. Zakończyła pracę, gdy pierwsze krople deszczu spadły na obiektyw. Wokół pociemniało, pomiędzy gałęzie drzew wpadły młode wicherki i zanim ulewa rozciągnęła srebrzyste pasma swoich warkoczy nad ogrodem, delikatne kwiaty spłynęły jak płatki śniegu na trawę.

- A niech to! Patrzcie dziewczyny! – zawołał pan Kasztanowiec. Mamy pod nogami puszysty dywan kwiatów! Jakie to piękne!   

- Nie da się ukryć, szepnęła zachwycona Wisienka!

- Uwielbiam to! – zawołała Niu i delikatnie przebiegła na paluszkach po puszystym dywanie kwiatów. - Urządzę wam wystawę! Przygotujcie się na rozdawanie autografów, moje kochane drzewa! – zawołała radośnie i tyle ją widzieli.

Ty też możesz jak wróżka Niu zrobić sesję zdjęciową jakimś pięknym kwitnącym drzewom. Będą zachwycone!

17 marca, 2025

Bajka wiosennych kolorów (Wiosenne bajki 5.)



- To wszystko przez Różowego! – krzyknęła Zielona i rozpłakała się żałośnie w głos. Natychmiast do chórku dołączyły pozostałe kolory! Cała tęcza po prosu, więc Pani Wiosna, widząc, że zaraz wszystkie spłyną falą zmieszanego szaro-brązowego potoku, zawołała głosem słodkim jak dźwięk polnych, szafirowych dzwonków:

- Ależ moje drogie, nic się nie stało! Szybciutko wskakujcie na chmurkę! Nikt na pewno nie zauważył, że w połowie marca łąki, pola i parki rozkwitły tysiącami barw! Wszystko, dobrze, moje kochane! Nic się nie stało! Wracamy na Wiosenną Wyspę!

– Ufff… pomyślała Wiosna… Słabo mi idzie w pocieszanki…

- Chyba się na nas jednak gniewasz… - pisnął Liliowy, jakby słyszał myśli Wiosny.

- Bo my… bo słonko tak grzało… i te ptaki… - jąkała się Lazurowa.

- Bo darły się jak w maju! Albo nawet w lipcu! – dodał Pomarańczowy.

- No i my już tak bardzo chciałyśmy wyruszyć na Ziemię, że gdy Turkusowy krzyknął: - Do dzieła dzielne Kolory! – to my wszystkie - na chmurki - i w świat!

- To nie ja, a właściwie nie tylko ja… - jąkał się Turkusowy – Złocisty też wołał: - Nadchodzimy! Patrzcie! Wasze kochane kolory powracają! – więc ja też… też chciałem…

- No już dobrze, najważniejsze, że ludzie nie zdążyli niczego zauważyć! No i niedługo rzeczywiście wyruszymy w podróż na Ziemię! Wiem, jak bardzo na to czekacie i cieszę się, że lubicie swoje zajęcia. – zakończyła sprawę Pani Wiosna.

I pewnie wszystko byłoby tak, jak powiedziała, gdyby nie pewna mała i urocza Ziemianka – Natalia… Otóż, kiedy spacerowała z rodzicami po parku, nagle spojrzała na lśniący staw i krzyknęła:

- Patrzcie! Patrzcie, szybko! O tam! Ale cudownie, to na pewno Rożce wyczarowały! Tak, na pewno!

Rodzice spojrzeli na stawik i zdumienie odebrało im mowę. Na jedną chwilę wszystko rozkwitło i zaszumiało głaskane ciepłym wiaterkiem. Pachniały bzy, kołysały się tulipany w stu barwach, a wokół uwijały się motyle… albo wróżki? Któż to wie! Mama nawet chwyciła telefon i zrobiła zdjęcie, ale zapisała się tylko tęczowa smuga, jakby ktoś zgarnął nagle wszystkie barwy i utkał z nich puszystą chmurkę:)

- Nastusia westchnęła: - Tam na pewno były Rożce! Na pewno!

18 lutego, 2025

Bajka z książką (Pasjonackie bajki 5.)


Smok Biblioteczny uwielbiał wyprawy na Ziemię. Bez żalu opuszczał Archipelagi Szafirowego Jeziora. Zwykle zapuszczał się tam, gdzie akurat na Ziemi panowała zima. Dlaczego? To proste! Zimą zmierzch szybko zapada, więc ludzie zostają w domach, a on może wtedy zaglądać przez okna i patrzeć, jak spędzają czas.

Wyprawy na Ziemię były niezwykle emocjonujące. Gdy zbliżał się do wybranego miasteczka lub wioski, rzucał zielony cień, a ludzie patrzyli w górę i mówili: - O, zaraz będzie padał śnieg, niebo tak pociemniało… A Biblioteczny chichotał wtedy cichutko, żeby wyglądało, że zamieć nadciąga. Czasem było mu trochę głupio, że tak straszy ludzi, ale miał w tym swój cel. Wtedy już na pewno nikt nie wybierał się na wieczorny spacer, tylko wszyscy łapali za książki i czytali, popijając rozgrzewające herbatki, a on mógł czytać te książki razem z nimi do woli:)

Niestety, jest i ciemna strona wypraw Bibliotecznego. Otóż, upodobał sobie komiksy! Te kolorowe. Uwielbiał obrazki, które mówiły więcej niż niejedna powieść. Wcale nie musiał się trudzić czytaniem. Oglądanie mu wystarczało. Choć Smofesor wyjaśniał mu, że tekst czasem opowiada to, czego nie widać na obrazkach, to on wiedział swoje. Gdy któryś komiks bardzo mu się spodobał, jak chociażby „Most Heksagon” – pożyczał sobie egzemplarz i oddawał przy najbliższej wizycie. Ludzie mówili wtedy: - Gdzie znów zapodział się mój komiks! I wracali do swoich zajęć, a po tygodniu krzyczeli odkrywczo: - O! Tu jesteś! Czemu Cię wcześniej nie widziałem! Biblioteczny śmiał się wtedy w głos, zachwycony swoim psikusem.

Kiedy na Smoczej Wyspie było dużo zajęć, bo trzeba było siedzieć w bibliotece i od rana do wieczora wypożyczać małym smokom smocze książki, wtedy Biblioteczny tęsknił za swoimi wyprawami. Poprosił więc kiedyś malarkę Alis, żeby namalowała mu miasto okryte jego zielonym cieniem, z mnóstwem złotych światełek w oknach, za którymi ludzie przewracają strony swoich cudownych książek. Obraz zawisł na głównej ścianie Smoczej Biblioteki i stał się ulubioną ścianką do zdjęć małych i dużych smoczych czytelników.

Może i Wam kiedyś zawieruszyła się gdzieś książka? Jeśli tak, to już wiecie, gdzie i z kim była:)  

15 stycznia, 2025

Bajka z sekretem (Zimowe bajki 10.)

Ta zima okazała się zupełnie inna od poprzednich. Pan Jeżyk nie wrócił niestety z wojaży. Zaproszony przez Kolorową Królową udał się na Kwiatową Wyspę, żeby przedstawić wszystkie Bajki na królewskim dworze. Wielka Księga Bajek rozlokowała się w cudownym skrzydle królewskiej siedziby, które pojawiło się nie wiedzieć skąd i zupełnie nagle. To jakieś czary! Na pewno!

Bajkom było jednak smutno, bo lubiły zabawy z dziećmi i wieczorne loty do pokojów dzieci na opowiadanie swoich przygód. Często pochlipywały gdzieś w kątkach, co w końcu nie uszło uwadze Królowej i wróżek. Szczególnie zmartwiona była wróżka Niu, bo znała pewien sekret… Otóż, gdy bajki płaczą, topnieją po prostu, rozpływają się we łzach i w końcu zupełnie znikają z kart Wielkiej Księgi. Natychmiast trzeba było zaradzić temu nieszczęściu.

Królowa zwołała naradę wróżek i magów. Zarządziła burzę mózgów, więc pomysł wystrzelił jak z procy już po chwili. El-Mag przypomniał, że Ziemianie urządzają stałe wycieczki na Smoczą Wyspę. Można by namówić smoki, żeby rozszerzyły swoja ofertę, wydłużyły kurs wycieczek tak, by mali Ziemianie po spektaklu smoczego tańca, lądowali także na Kwiatowej Wyspie i słuchali bajek.

Ponieważ pomysł wszystkim się bardzo spodobał, zaproszono smoki na negocjacje. Po południu w Turkusowej Sali zjawiła się oficjalna smocza delegacja z Bibliotecznym na czele. W zasadzie nie trzeba było długo debatować. Wszyscy chcieli ratować bajki. Ustalono więc, że każdego dnia, w okolicach popołudniowej herbatki, wycieczki będą przybywać na spotkanie z Bajkami. Natychmiast zamek powiększył się o wspaniałą salę czytelniczą pełną hamaków, miękkich puf, wygodnych siedzisk, uroczych huśtawek i koszy z owocami, które zjawiały się, gdy tylko ktoś o nich pomyślał, owsianych ciasteczek i lizaków z fantastycznym brimuśnym sokiem. W centralnym punkcie sali pojawiły się fotele dla występujących Bajek. Wszystko było gotowe.

Bajki były tak podekscytowane, że głosiki im drżały, a ręce nie przestawały się pocić. Wszystko to jednak ustąpiło natychmiast, gdy do pałacu przybyły dzieci. Pierwsza wizyta okazała się strzałem w dziesiątkę! Bajki były szczęśliwe, bo dzieci nie chciały wracać na Ziemię, pragnęły wciąż nowych opowieści. Uszczęśliwione opowiadały więc, uśmiechały się i po prostu piękniały w oczach.

Pod koniec tygodnia okazało się, że trzeba stworzyć nowe sale czytelnicze, bo ilość wycieczek rośnie lawinowo. Malachitowy Król natychmiast naradził się po cichutku z Królową i uroczyście oznajmili, że Archipelag Szafirowego Jeziora powiększy się o Wyspę Wielkiej Księgi Bajek, ale to już całkiem inna opowieść:)


11 grudnia, 2024

Bajka z syropem (Misiowe bajki 9.)



Nastusia się przeziębiła. Miała kaszel, katar, a w nocy nawet gorączkę. Pan doktor zapisał magiczne mikstury, więc trzeba było zostać w domu. Pannie – Dziewczynce wcale się to nie podobało… Ale zabawkom - wprost przeciwnie!

Misio natychmiast ubrał biały fartuch, pajacyk Senek przyniósł pokaźny zestaw lekarski ze słuchawkami i strzykawką… - na widok której lalki szybciutko ukryły się w swoim domku i obserwowały wszystko zza firanki. Gąsienica Kari perfekcyjnie wytyczyła trasę kolejki i wszyscy mieszkańcy Natusiowego pokoiku ustawili się do badania.  Czerwona ciężarówka zatrąbiła żałośnie, bo też chciała syropku i nawet krztusiła się, ale wszystko na nic.  Zabawki orzekły, że samochody nie chorują. Gdyby nie wróżka Niu, mogłoby dojść do kołoczynów! Nie doszło na szczęście, bo Niu miała cudowną miksturę dla każdego - syrop z szafirowych płatków kwiatów, rosnących w ogrodach Kolorowej Królowej na Kwiatowej Wyspie.

Wróżka zawirowała, potrzasnęła swoimi bransoletami, potem wesoło zaśpiewała znany wszystkim kawałek „Chcę się bawić, tupać chcę” i nie wiadomo jakim cudem, każda zabawka miała już w kieszonce własny flakonik magicznego syropu. Wróżka wyrapowała jeszcze sposób użycia:

Bierz go rano, bierz wieczorem,

Nie pożegnasz się z humorem!

Kaszel, chrypka, humor zły,

Natychmiast schowają kły!

Po chwili cały pokoik wyśpiewywał w najlepsze tę magiczną rymowankę. Nawet lalki wyszły na swój taras i zademonstrowały leczniczy układ taneczny.  Cały pokoik wypełniła radość. Zabawki tańczyły synchronicznie, wróżka unosiła się na swoich cudownych skrzydłach, a wszystko otulał bajkowy zapach szafirowej mikstury.

Ach! To było cudowne! Szczególnie że Nastusia po swoich niezawodnych lekach poczuła się lepiej i tak zatańczyła ze swoimi zabawkami, że wszyscy bili brawo i nie było widać końca tej zabawy.

Śmiech i taniec to też dobre lekarstwo, dla wszystkich!  Zawsze! Koniecznie wypróbuj!

12 listopada, 2024

Bajka w rękawiczkach (Misiowe bajki 8.)

W pokoju było cichutko. Zabawki spały. odpoczywały po wieczornej zabawie. Tylko baletnica kręciła piruety do słodkich dźwięków pozytywki. Gdy Chrapusiowi w końcu przyśnił się wielki słój miodku, wybuchła jakaś kłótnia i miodek wyparował. Coś okropnego! Zabawki wpadły w popłoch. Przecież trzeba być miłym! Tu nikt się nie kłóci! 

A jednak... Głosy dobiegały z szafy na ubrania.

- Serio? Wy? Wy pójdziecie jutro z Natusią do przedszkola? Nigdy!

- To oczywiste, że MY pójdziemy! Przecież Nati lubi różowy!

- Wcale nie, bo MY!

- Akurat! Nie macie szans!

I tak dalej… Pajacyk Senek uchylił białe drzwi szafy i wszyscy ujrzeli dwie pary skłóconych rękawiczek. Różowe i Morelowe walczyły, o zgrozo, nie tylko na słowa. Tarmosiły się, próbowały się wyrzucić wzajemnie z szuflady i szarpały aplikacje rywalek. Zabawki zaniemówiły.  Po dłuższej chwili rozległ się tubalny głos Domku dla Lalek:

- Kłótnia nie ma sensu. Właśnie sprawdziłem prognozę pogody. Jutro będzie +13, więc żadna z par nie wsunie się na śliczne rączki Natusi. Zostaniecie w domu!

- Akurat! Na pewno zabierze nas ze sobą na …na  wszelki wypadek…

- To pewnie byłoby możliwe – dodał Rożec – ale mama zawsze ubiera Natusią stosownie do pogody, więc nie ma o czym dalej dyskutować.

- Jesteście okropni! – krzyknęły Różowe.

- I nieżyczliwi! Skoro tak, to nigdzie nie pójdziemy, nawet jeśli będzie mróz! – dodały oburzone Morelowe.

- Ukryjemy się i nikt nas nie znajdzie! O!

- O! I koniec!

Chwyciły się za paluszki i zanurkowały w głąb szuflady.

Gąsienica parsknęła rozbawiona: - I do tego nie znają mamy! Ona zawsze, ale to zawsze wszystko znajdzie i uporządkuje!

- Rozbawieni mieszkańcy dziecięcego pokoju  śmiali się wesoło, aż odechciało im się spać, więc zaczęli planować nowe zabawy na popołudnie. Czuli, że jak co dzień będzie wspaniale!

22 października, 2024

Bajka w koszu z kwiatami (Jesienne bajki 12.)




Tego dnia było po prostu cudownie! Wróżka Niu właśnie upiekła ostatnią partię kruchych ciasteczek z dżemem malinowym. Każde wyglądało jak uroczy listek wyruszający na Jesienną Wyspę. Czekała na Panią Jesień, która zapowiedziała się z wizytą. Niu nastawiała właśnie wodę na herbatkę, gdy usłyszała pukanie do drzwi.

- Otwarte! Zapraszam! – zawołała radośnie i wyjrzała z kuchni. W progu stał gawron Maniek i przestępował z nogi na nogę…

- No co tam? Stało się coś? – zaniepokoiła się Niu.

- No bo… No bo, jest problem… - Maniek był jakiś zmieszany.

- Mówże wreszcie, co się stało, bo już się martwię!

- No bo… wszystkie kwiatki z lasu zebrały się na Malinowej Polanie i chcą strajkować…

- Co takiego? One się nigdy nie zmienią! – zawołała wyraźnie rozbawiona wróżka.

W tej chwili w progu pojawiła się Pani Jesień. Widać było, że dobrze słyszała całą rozmowę, bo uśmiechała się promiennie.

- Zatem jestem w samą porę:) - zawołała. - Nic się nie martw – Maniuś! Nie pamiętasz już, że w poprzednim roku było tak samo?

- No jakoś nie… - mruknął zawstydzony, nie wiedzieć czemu, gawron.

- Moja droga Niu, zanim usiądziemy do herbatki, czeka nas wizyta na polanie.

Niu machnęła swoją różdżką i cała trójka pojawiła się natychmiast obok starego dębu Macieja - na Malinowej Polanie. A tam! Ścisk, chichoty, jakieś tańce i okrzyki: - Chcemy kwitnąć! - Chcemy pachnieć! - Chcemy zachwycać przez cały rok! – Nie damy się wyrzucić na Jesienną Wyspę! – Stop! – Stop! - Stop!

Nagle stokrotka Małgosia dostrzegła gości. – Ciiiii… Uciszcie się… - syknęła i natychmiast zapanował spokój. Wszystkie kwiatowe twarzyczki zwróciły się w stronę gości.

- Witam Was, moje Drogie! – zaczęła Pani Jesień. – Rozumiem Wasze pragnienia i mogę nawet pomóc je spełnić, ale potrzebujemy kompromisu. Wiecie, że gdy przybędzie Pani Zima, nie będzie miejsca na fanaberie… Moja propozycja jest niezmienna od lat. Zabierzemy Was z wróżką Niu do miasta. Tam znajdziecie sobie przytulne miejsca na osłoniętych trawnikach, na ciepłych parkowych rabatkach i w ogródkach. Gdy nadejdą prawdziwe chłody i przymrozki, okryję Was cieplutką liściastą kołderką, żebyście przetrwały do nadejścia mojej kochanej siostry - Wiosny. Co Wy na to?

Wśród kwiatów zapanowało poruszenie. Gadały, przekrzykiwały się, szeptały coś, wreszcie dzwonek Dzyniek przemówił:

- Zgoda, ale… jak się tam dostaniemy, mamy przecież tylko korzonki…

- O to się nie martwcie! – zawołała Niu a w jej rękach pojawił się wielki wiklinowy koszyk. Machnęła różdżką i wszystkie kwiaty siedziały już na jego dnie. Potem razem z Panią  Jesienią i gawronem Mańkiem przenieśli się w okamgnieniu na skraj miasta i zasiedli na wielkiej gałęzi pani Lipy. Wróżka szybciutko rozesłała oszołomione kwiatki w różne zaciszne miejsca, a gdy kosz opustoszał, przyjaciółki wróciły na werandę wróżkowego domu i delektowały się jesienną, rozgrzewającą herbatką i cudownymi ciasteczkami. Nasłuchiwały też wieści z miasta i uśmiechały się ciepło, słysząc:

- Zobacz, już jesień, a stokrotki rozkwitły na trawniku! Ale ekstra!

- No, a tam, pod berberysem też coś kwitnie!

- Rzeczywiście! To chyba jakieś czary!

Tak, to były prawdziwe czary wróżki Niu i Pani Jesieni… Spodobały Ci się?