24 września, 2025

Bajka pewnych łap (Pieskowe bajki 1.)


Normalnie uwielbiam, gdy wychodzimy z domu. Świat jest wielki. Wszystko się rusza, szumi, pędzi i robi inne fajne rzeczy, choć nie bardzo wiem, po co. Za to wiem, czym są zapachy. Ach, są po prostu Qiusiowymi przyjemnościami. Bo Q – to JA! A cały świat pachnie dla mnie psiejsko i tak po prostu, że nie wiem co!

Najbardziej lubię te słodkie, falujące w powietrzu jak moje futro. Płyną do mnie, owijają mnie jak puch z mojej poduchy… (wiem, bo ją ostatnio poszarpałem troszkę…). Na końcu tego zapachu jest zawsze jakaś miła pieska, merdająca ogonkiem, po prostu - przyjaciółka. Zawsze w rozmiarze mniejszym niż ludziowy, więc dla mnie w sam raz, choć czasem muszę podskoczyć, żeby ocenić sytuację…

No i muszę zdradzić wam tajemnicę. Moja ludźka ukrywa dla mnie w trawie różne niespodzianki, a to kość, a to papierek, a to znowu patyczek… Zachwyca mnie to:) Ale ludzie są dziwni jednak. Najpierw tak się natrudzi, żeby przygotować mi te niespodzianki, a jak już je znajdę, to natychmiast chce mi je odebrać, więc ja nic, pełna powaga, trzymam swój skarb w pyszczku i nie oddaję. Chcę jej zrobić przyjemność. I tak się bawimy na każdym spacerze, no chyba że akurat nic nie zdążyła ukryć…

Czasem myślę, jak sobie radziła beze mnie? Kto ją prowadził do domu? Przecież to ja wskazuję jej drogę, zawracam, gdy skręci w dziwną uliczkę, szczekam, gdy zabłądzi do obcego domu i żeby z niego wyjść, musi coś wziąć z półki i jeszcze oddać za to parę błyszczących cosiów z kieszeni… Ludzie są dziwni… na serio! Całe szczęście, że ma mnie. Ze mną nie zginie! Narka! Lecę ratować sytuację!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz