Normalnie uwielbiam, gdy wychodzimy z domu. Świat jest
wielki. Wszystko się rusza, szumi, pędzi i robi inne fajne rzeczy, choć nie
bardzo wiem, po co. Za to wiem, czym są zapachy. Ach, są po prostu Qiusiowymi
przyjemnościami. Bo Q – to JA! A cały świat pachnie dla mnie psiejsko i tak po
prostu, że nie wiem co!
Najbardziej lubię te słodkie, falujące w powietrzu jak moje
futro. Płyną do mnie, owijają mnie jak puch z mojej poduchy… (wiem, bo ją
ostatnio poszarpałem troszkę…). Na końcu tego zapachu jest zawsze jakaś miła
pieska, merdająca ogonkiem, po prostu - przyjaciółka. Zawsze w rozmiarze
mniejszym niż ludziowy, więc dla mnie w sam raz, choć czasem muszę podskoczyć,
żeby ocenić sytuację…
No i muszę zdradzić wam tajemnicę. Moja ludźka ukrywa dla
mnie w trawie różne niespodzianki, a to kość, a to papierek, a to znowu
patyczek… Zachwyca mnie to:) Ale ludzie są dziwni jednak. Najpierw tak się
natrudzi, żeby przygotować mi te niespodzianki, a jak już je znajdę, to
natychmiast chce mi je odebrać, więc ja nic, pełna powaga, trzymam swój skarb w pyszczku i nie oddaję.
Chcę jej zrobić przyjemność. I tak się bawimy na każdym spacerze, no chyba że
akurat nic nie zdążyła ukryć…
Czasem myślę, jak sobie radziła beze mnie? Kto ją prowadził do domu? Przecież to ja wskazuję jej drogę, zawracam, gdy skręci w dziwną uliczkę, szczekam, gdy zabłądzi do obcego domu i żeby z niego wyjść, musi coś wziąć z półki i jeszcze oddać za to parę błyszczących cosiów z kieszeni… Ludzie są dziwni… na serio! Całe szczęście, że ma mnie. Ze mną nie zginie! Narka! Lecę ratować sytuację!
